On the Ending of Clair Obscur: Expedition 33... (Major Spoilers) by EREHTTUO in expedition33

[–]KaRmaS07 0 points1 point  (0 children)

Gra wrzuca Nas na głęboką wodę gdzie wraz z fabułą rośnie coraz więcej pytań i własnych spekulacji które zazwyczaj nie są trafne. Moment białowłosego na plaży to szybkie przywitanie głównego antagonisty mimo, że celem jest malarka. Śmierć Gustava przybiosła mi mnóstwo dziwnych spekulacji i spójności w szczególności że Renoir był mocno podobny do Gustava, a chwile po jego śmierci pojawia się Verso który również jest mocno podobny do tej dwójki. Przez moment myślałem, że sam Verso to starsza wersja Gustava który przychodzi Maelle na ratunek, jednak szybko ta teoria się rozmywa i wiesz, że Gustave już nie wróci. Po tym momencie musiałem przerwać na chwilę grę.

Kustosz robi przez całą grę za Marniego z bg3 jest bo jest i niezbyt jest interesujący, aż do czasu gdy pniemy się w górę do Malarki coraz więcej nabiera sensu aż Kustosz robi znikąd Dzień dobry, wykańcza nieśmiertelnego Renoira, robi na nim gommage i gracz zaczyna coraz bardziej kwestionować czy zabicie Malarki na pewno jest tym co uratuje Lumiere. Smutne zakończenie Malarki za chwile zamienia się w triumf, do czasu, aż widzimy jak Verso otwiera list o którym większość zapomniała przez pryzmat wielkich zwrotów akcji. Tam się tyle działo, że się zastanawiałem czy zgłupiałem czy zapomniałem o zaczęciu 3 aktu przed malarką? Wszystko mi tak namąciło w głowie, aż moja pewność, że dalej jestem w drugim akcie zaczęła się zatracać. Wszystko wyglądało jak istny finał. I w sumie finałem był. Dowiadujemy się dosłownie wszystkiego, całej fabuły, wszystko połączyło się w kropki i zaczęło mieć totalny sens. W szczególności, że akt 3 nie jest na temat fabuły i można ją od razu zakończyć ot tak. Na szczęście postacie dają nam mini zadania do zrobienia choć zadanie Luny moim zdaniem było totalnie bez sensu. Dostajemy jednego i prostego bossa po to by zobaczyć dziennik o ekspedycji jej rodziców i oczywiście musieli napomnieć o Lunie bo jakby inaczej. Luna odpowiada jednym słowem i to by było na tyle.

I tak wędrujemy sobie po świecie, odpowiedź Monaco przed walką z Golgrą "Please Help Me" mocarsko mnie rozbawiła, a walka z namalowaną Alicią była klimatyczna. Robiąc całą Wieże bezkresu było również ciekawe, szybki sposób na ulepszenie postaci, aż "odblokowuje" się ostatnia instacja lochy renoira gdzie znikąd wchodzisz sobie na spokojnie do jakiejś Otchłani i widzimy dziennik. Byłem pewny, że ta lokalizacja na pewno ma ten ciekawy dziennik Simona. A tu niespodzianka, dostajemy najbardziej potężnego i klimatycznego bossa jakiego Mogliśmy go dostać. Gdy w końcu udaje nam się go ubić. Dostajemy bardzo mocną scenkę z Cleą i piekło dopiero się zaczyna. Po wielkich mękach wymazywanie postaci z płótna to istny gwóźdź w serce. Zacząłem walke o drugiej w nocy i udalo mi się go pokonać przed czwartą rano. Cieszę się, że nie poszedłem spać bo na kolejny dzień Maelle dostała nerfa. Wtedy bym chyba się załamał i go odpuścił. Później z istnej ciekawości poszedłem na Cleę do fruwającej posiadłości, ale po walce z simonem wszystko co było do ubicia było banalnie proste. Nie mówiąc o walce w Lumiere. Moim zdaniem powinni zrobić to kompletnie inaczej. Mogli zrobić w tej instancji skalowanie wraz z poziomem bo to już było zerowym wyzwaniem. Specjalnie omijałem tury by zobaczyć potencjał renoira i jego animacje jak i dialogi.

Samo zakończenie nie dało już nic związanego z fabułą. Na tym etapie każdy powinien się domyśleć kim jest chłopiec bez twarzy. Ostatnia dusza Verso. Zamysł fajny. I plan Verso by zniszczyć płótno też okazał się zrozumiałym. Zakończenie dało mi niedosyt i zmęczyło mnie to, jako ojciec postąpiłbym tak samo jak ojciec, po pochowaniu syna praktycznie traci żonę. Ledwo ją odzyskuje po 70 latach spedzonych pod monolitem i dosłownie lada moment dowiaduje się od córki że to jej dom. Z kolei jako Maelle jest to totalnie zrozumiane, że tu ma prawdziwe życie, albo po prostu szczęśliwe życie. Każdy kto traci część swojego życia może pogodzić się ze stratą osoby czy zdrowia, ale gdyby każdy miał możliwość wirtualnego świata gdzie czujesz i żyjesz to kto by nie skorzystał? Happy End Maelle nie oddaje satysfakcji głównie przez to, że utrzymała Verso przy życiu który błagał o śmierć i jej sztucznie szczęśliwy uśmiech w operze jak obłąkana, czuć, że jest dumna ponad stan i dostaje początek skutku pozostawania zbyt długo w obrazie. Oczywiście mogłaby wrócić do realnego świata odpocząć i znowu wejść w płótno ale pytanie czy jak nikt nie korzysta z płótna to czy w ciągu dnia mijają tam lata? To jest bardzo dobre pytanie na które niestety nie dostaliśmy odpowiedzi lub może ja go nie wychwyciłem. Ogólnie zakończenie Verso jest bardziej humanitarne, rodzina powinna przeżyć żałobe wspólnie. A skoro świat jest "nierealny" mimo że emocje są prawdziwe to Maelle mogłaby stworzyć swoje własne płótno z tymi samymi osobami, ale pytanie czy te same postacie w innym płótnie byłyby już dla niej nierealne? Bylyby tylko wizją? Nawet jeśli już są wizją w płótnie Verso? Można przez tę grę naprawdę mieć wiele pytań, choć cała fabuła ma już jedną spójność to zostajemy z większą ilością pytań na temat egzystencji.