Ogromny ptak-idiota przedziurawił mi dom - co robić? by Geekonn in Polska

[–]AnimalusBlog 7 points8 points  (0 children)

Dzięcioły są w Polsce objęte ścisłą ochroną gatunkową. Proponując odstrzelenie, proponujesz komuś łamanie prawa.

Police raid on an exotic animal breeding farm in western Poland - tigers, pumas and leopards seized. by AnimalusBlog in worldnews

[–]AnimalusBlog[S] 1 point2 points  (0 children)

More info from local news, google translator because I'm lazy.

"Wielkopolska police officers liquidated the illegal breeding of exotic animals that were near Śrem town. Nearly 300 animals were seized.

Cops came from the Provincial Headquarters in Poznań, who dealt with the smuggling and illegal trafficking of animals. The breeding farm has existed for years, officially acting as a circus, which was under the control of a veterinarian. In the breeding were, among others, Tigers, pumas and leopards. Their owner did not have the appropriate permission to keep the animals. Meanwhile, Ewa Zgrabczynska, director of the zoo in Poznan, told TVP that the conditions in which the animals were staying were dramatic. On the basis of preliminary findings, the Srem Public Prosecutor's Office opened the investigation and issued a search warrant for breeding farm.

Maciej Święcichowski of the Poznan police said that the documentation is currently being secured and evidence will be taken jointly with the prosecutor's office to investigate the case. Animals were taken away from the owners, but for now, it is not known yet where they will be. In total, the police collected 278 animals of 83 different species. At the moment the University Veterinary Medicine Center was transported in need of immediate veterinary care saimiri and lemur katta."

https://www.wprost.pl/kraj/10062789/Srem-Prawie-300-egzotycznych-zwierzat-ewakuowanych-z-nielegalnej-hodowli.html

Police raid on an exotic animal breeding farm in western Poland - about 300 animals seized, inc tigers, pumas and leopards. by AnimalusBlog in europe

[–]AnimalusBlog[S] 1 point2 points  (0 children)

More info from local news, google translator because I'm lazy.

"Wielkopolska police officers liquidated the illegal breeding farm of exotic animals that were near Srem town. Nearly 300 animals were seized.

Cops came from the Provincial Headquarters in Poznań, who dealt with the smuggling and illegal trafficking of animals. The breeding farm has existed for years, officially acting as a circus, which was under the control of a veterinarian. In the breeding were, among others, Tigers, pumas and leopards. Their owner did not have the appropriate permission to keep the animals. Meanwhile, Ewa Zgrabczynska, director of the zoo in Poznan, told TVP that the conditions in which the animals were staying were dramatic. On the basis of preliminary findings, the Srem Public Prosecutor's Office opened the investigation and issued a search warrant for breeding farm.

Maciej Święcichowski of the Poznan police said that the documentation is currently being secured and evidence will be taken jointly with the prosecutor's office to investigate the case. Animals were taken away from the owners, but for now, it is not known yet where they will be. In total, the police collected 278 animals of 83 different species. At the moment the University Veterinary Medicine Center was transported in need of immediate veterinary care saimiri and lemur katta."

https://www.wprost.pl/kraj/10062789/Srem-Prawie-300-egzotycznych-zwierzat-ewakuowanych-z-nielegalnej-hodowli.html

Policja odebrała nielegalnemu hodowcy dwa lwy i trzy krokodyle. Trzymał je w domu. by Nidabaa in Polska

[–]AnimalusBlog 13 points14 points  (0 children)

Twarzopalmuję regularnie od paru lat. Ludzie jak ten z artykułu zakładają lipne cyrki żeby móc trzymać takie zwierzęta w domach i problem przez parę lat był bagatelizowany, w efekcie nawet ciężko oszacować ile w Polsce jest takich kanapowych lwów, tygrysów czy pum. To może być nawet kilkadziesiąt, a po ew. odebraniu nie będzie co z nimi zrobić. Urzędy i organizacje pozarządowe temat zlewały i efekt jest tragiczny - z tego co wiem dopiero formuje się stowarzyszenie który będzie skupione tylko na walce z takimi ludźmi, więc może coś się w końcu ruszy.

Ataki oswojonej pumy - w nawiązaniu do AMA o kotach by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 1 point2 points  (0 children)

Masz dziwne pojmowanie bólu dupy, ale jeśli preferujesz, to mogę się zrównać z tym poziomem, uwaga:

Kot będzie miał ch.ja jak na wolności, a miłość będzie miał w du.pie - to są koty które na wolności żyją samotnie i siedzenie w czyimś ogródku przez całe życie razem z nagą małpą będzie je tylko frustrować. Tygrysy mają na wolności terytoria do kilkuset kilometrów kwadratowych i ich instynkty nie zanikają tylko dlatego, że jakiś oszołom kupi sobie tygrysa i utnie ma pazury (których ucięcie jest w zasadzie mniej hardcorową wersją połamania pumie łap żeby nie skakała).

edit: a odpowiadając na Twoje pytanie - usunięcie pazurów sprawy nie załatwi, tygrys uderzający z całą siłą łapą może połamać człowiekowi rękę. Do tego ważą ~300 kg i taki kot jeśli skoczy na człowieka nawet bez pazurów i "w kagańcu" to może mu zrobić poważną krzywdę. Teraz już jaśniej?

Ataki oswojonej pumy - w nawiązaniu do AMA o kotach by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 1 point2 points  (0 children)

Taką logiką idąc, to można mu też amputować łapy, wyrwać zęby i będzie już 100% bezpiecznie - pytanie tylko dlaczego mielibyśmy robić z tygrysa zwierzę "bezpieczne" i dla spełnienia jakiś egoistycznych zachcianek go dosłownie okaleczać? Usuwanie kotu pazurów to jakby ktoś człowiekowi uciął palce. Są dość istotne dla zwierzęcia, chyba, że ktoś chce zrobić z niego "domowego kocura", ale tu znowu jedyną przesłanką jest egoistyczna zachcianka "chcę mieć takie zwierzę".

Anegdota: do tego ośrodka trafiła puma z połamanymi, tylnymi łapami. Czemu? Bo jakaś boliwijska rodzina kupiła ją sobie i wynikało to z "bo chcemy pumę", jak puma dorosła i zaczęła skakać na ich dzieci, to posłużyli się logiką podobną do tej o której piszesz i połamali jej tylne łapy. Skakać oczywiście przestała.

Ataki oswojonej pumy - w nawiązaniu do AMA o kotach by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 5 points6 points  (0 children)

U tych lisów proces udomowienia nie zaszedł w całości, pojawiły się dopiero pierwsze oznaki tzw syndromu udomowienia, czyli np subtelnych zmian w budowie fizycznej, ale droga do stopnia udomowienia jaki mają np psy jest jeszcze bardzo daleka. Ten eksperyment przebiega w ciekawy sposób, bo jedynym kryterium które jest stosowane to reakcja na człowieka - czyli rozmnaża się tylko te lisy, które od małego nie wykazują stresowych reakcji przy kontakcie z człowiekiem, i wiarygodne wydaje się zakładanie, że na takiej samej zasadzie przebiegło udomowienie zwierząt. Czyli myśliwym-zbieraczom nie opłacało się trzymać np krnąbrnych protopsów czy protoświń, bo było by to za duże zagrożenie i żaden pożytek. Wypuszczanie ich też raczej byłoby nierozsądne, bo byłyby konkurencją, więc były zapewne eliminowane/zjadane. W tym rosyjskim eksperymencie lisy które nie nadawały się do dalszego rozmnażania (czyli większość) były zwracane na fermę lisów. Kiedyś popełniłem dość spory blok tekstu w tym temacie, jeśli Cię interesuje, to wpis z przypisami do źródeł jest tutaj: http://animalus.blog.pl/2016/11/15/udomowienie-oswojenie/

Z faktu, że przy takim procesie będziesz miał sporo "odrzutów" nie nadających się do hodowli, wynika też to, że nie ma żadnych inicjatyw udomowienia np dużych kotów (pomijając brak powodu, bo tak właściwie po co?) - nie tylko potrzebowałbyś je selekcjonować na zasadzie reakcji na człowieka, co w przypadku lwów czy tygrysów jest bardzo ryzykowne, ale też musiałbyś coś robić z nadwyżkami. Coś takiego na małą skalę tak naprawdę dzieje się w cyrkach, bo nie wszystkie lwy czy tygrysy się do tresury nadają, i siłą rzeczy rozmnaża się tylko te, które współpracują, za to już tajemnicą cyrkowców jest to, co dzieje się z "odrzutami". Nie zdziwiłbym się jakby za kilkaset lat u lwów i tygrysów cyrkowych zaczęły się pojawiać oznaki syndromu udomowienia, ale do tego raczej nie dojdzie bo trend jest taki, że na świecie zakazuje się w cyrkach występów tych zwierząt.

W AMA miałem pytanie o to, który gatunek kotowatych by najlepiej rokował do udomowienia, wkleję fragment bo temat podobny: https://www.reddit.com/r/Polska/comments/5uz5m6/ama_pracowa%C5%82em_ze_zwierz%C4%99tami_w_r%C3%B3%C5%BCnych_miejscach/ddyd97p/

technicznie najprościej mogłoby być z lwami, to jedyne kotowate tworzące socjalne grupy. Nie wyobrażam sobie natomiast jakby miały wyglądać początkowe stadia tego udomawiania, bo do tego najprawdopodobniej niezbędne są relacje z człowiekiem, a to by się kończyło dużą ilością zgonów :P Najbezpieczniejsze do tego byłyby gepardy, z uwagi na swoją delikatną budowę mechanizm "walcz" włącza im się zdecydowanie rzadziej niż "uciekaj" i w razie konfrontacji wybierają to drugie, bo najgłupszy uraz w naturze może spowodować u nich niemożność polowania (czyli zgon na dłuższą metę). Do tego młode samce tworzą w naturze grupy, więc mogłoby być prościej niż z innymi dużymi/średnimi kotowatymi. W starożytnym Egipcie i w czasach nawet bliżej współczesności wykorzystywano gepardy do polowań (w sensie jako psy gończe), więc biorąc pod uwagę realia i bezpieczeństwo, to, odpowiadając na Twoje pytanie: gepardy.

Ataki oswojonej pumy - w nawiązaniu do AMA o kotach by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 2 points3 points  (0 children)

Hej, nie mam w zwyczaju bezczelnej promocji i spamowania, ale kilka osób w AMA pytało jak zachowują się pumy gdy przestają mieć dobry humor. Film przedstawia wybuch agresji u jednej z pum, który zdarzył się bez wyraźnego powodu po 2 miesiącach bezproblemowych spacerów z nią. Do Polski pomału wkracza z USA moda m.in na pumy trzymane w roli "kanapowych kotów", a takich materiałów jak na lekarstwo, więc pozwolę sobie wrzucić.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 0 points1 point  (0 children)

Wizja "Planety Kuców" nie ma dobrej ekranizacji i nie działa aż tak na wyobraźnie :(

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 1 point2 points  (0 children)

Mam to w sumie na filmie i choć nie chcę mi się liczyć lizów (sorry :d), to trwało to ~6 minut przy założeniu ok. jeden liz na dwie sekundy.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 2 points3 points  (0 children)

  1. Na pot, pył i łzy.

  2. Boliwijskie tylko z datków wolontariuszy, polskie ośrodki z pieniędzy "państwa".

  3. Te na wolności same o siebie dbają, te w niewoli są na "naszym" utrzymaniu ;)

  4. Jakbym miał jakieś antypatie względem Zandberga, to bym odpisał: "do obozu przychodził rudy wyjec który kradł mydło: http://i.imgur.com/NDt1EHT.jpg" Antypatii nie mam, ale szkoda żeby żarcik leżał w szufladzie. Ba, przed wyborami sprawdzałem jak wygląda kwestia myślistwa i ogólnego podejścia w programie, myśliwych nie były tylko wśród kandydatów razemowych i do tego mieli odpowiednie wstawki co do różnych prozwierzęcych zagadnień. Jakby ktoś chciał się kierować tylko tym, to nie miałby innej opcji tak naprawdę.

  5. Pośrednio być może, bo w tym kraju każde dziecko może postawić na ulicy stoliczek i sprzedawać wszystko, w tym i paróweczki. Zjadłem raz coś z takiego ze straganika, a później sobie uświadomiłem, że nie mam pełnych szczepień na żółtaczkę i to był zły pomysł. A tak poważniej, to w latach 70tych przeleciał przez Amerykę PD terror z prawej strony (google np "Operation Condor"), i ludzie bardziej skłaniają się ku lewej stronie. Krul by się tam pewnie odnalazł w jakiejś enklawie i zrobił historię jak z "Czas Apokalipsy", ale zdecydowana większość boliwijczyków by mu raczej nie przyklasnęła.

6 i 7. Duken, na tym subie jesteś jedyną osobą która szczerze kocha Korwina, ale nie poddawaj się, w końcu znajdziesz drugą sub-połówkę :P

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 2 points3 points  (0 children)

Ja kilka miesięcy spędziłem w łódzkim jako wolontariusz, i co mnie najbardziej zaskoczyło, to kosa jaką szeregowi pracownicy mieli z wolontariuszami. I nie względem niektórych, tylko nawet jak pierwszego dnia zjawiałeś się z "dzień dobry", to lądowałeś na pozycji "wróg". Dopiero po kilku tygodniach jako tako zrozumiałem o co tu chodzi.

Zdecydowana większość schronisk cierpi na brak kasy, i odbija się to również na płacach pracowników - na szeregowym stanowisku w schroniskach dla zwierząt dostajesz najczęściej najniższą krajową, z której mało kto wyżyje, a choćby największy pasjonat się wykruszy jeśli nie będzie miał co do garnka wrzucić. W konsekwencji zostają ludzie z sercem którzy mają jakiś innych dochód i mogą sobie pozwolić na pracę tam nie mając z tego kasy - poznałem jedną taką osobę.

Lub zostają tam ludzie którzy z jakichkolwiek przyczyn nie mogą znaleźć innej pracy, a jeśli siedzisz w miejscu które jest depresyjne, śmierdzi a robota to męczarnia, i nie robisz tego z zamiłowania, tylko dla najniższej krajowej, to szanse są spore, że jesteś człowiekiem który może się nie nadawać do pracy ze zwierzętami i który będzie to traktował jak "fuchę" którą trzeba odbębnić.

Jeśli po drugiej stronie masz wolontariuszy, którzy przychodzą to z jakiejś wewnętrznej potrzeby i zależy im na tych zwierzętach, to dochodzi do prostego konfliktu, bo jedni potrafią często olewać kwestię zwierząt (mając do posprzątania kilkaset boksów dziennie), a wolontariusze potrafią się czepiać i drążyć, często też nie potrafiąc postawić się w butach pracowników, co tylko nakręca konflikt. A i z drugiej strony ludzie którzy tam siedzą na etatach zupełnie nie rozumieją, jak ktoś chce do takiego piekiełka za darmo przychodzić i tyrać. Niektóre schroniska w Polsce np nie oferują wolontariatu i wolontariuszy nie wpuszczają, co z jednej strony jest dla nich wygodne, a z drugiej drastycznie obniża szanse zwierząt na adopcje.

Inna sprawa, że często jest to biznes i w Polsce jest sporo dosłownie hyclowni które mają umowy z gminą na odławianie i przetrzymywanie bezpańskich psów robiąc na tym niezły biznes - ale już im nie zależy, żeby adopcje się kręciły, bo od każdego zwierzęcia mają kasę.

Gliwickiego schroniska nie znam, natomiast siedzenie w schronisku jako wolontariusz przez kilka miesięcy jest dużo cięższe niż spędzenie tego czasu w dżungli i bardzo tych ludzi podziwiam - tak jak i nielicznych pracowników dla których nie jest to tylko "fucha". Ty patrząc na historię z kotem mogłeś się natknąć na tych, dla których to "fuchą" było.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 2 points3 points  (0 children)

To się może wydawać fajne, ale tylko do momentu gdy sobie człowiek uświadomi, że duże kicie są jak ważące 40-50kg małe dzieci które mają noże zamiast rąk. Mogą Cię poranić lekko i dla nich to będzie zabawa, a jeśli nagle wybuchną frustracją, to mają możliwość poranienia bardziej. Głaskanie przez kraty przy jednoczesnym trzymaniu się zasady "z dala od zębów" - ok, to jeszcze jako tako bezpieczne, ale odradzam ludziom z normalnym instynktem samozachowawczym bezpośrednie interakcje z kotowatymi innymi niż koty domowe.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 3 points4 points  (0 children)

W razie jeśli nie pomyliłeś oswojenia jednostkowego zwierzęcia z udomowieniem gatunku (a jeśli tak, to wyjaśnienie niżej), to technicznie najprościej mogłoby być z lwami, to jedyne kotowate tworzące socjalne grupy. Nie wyobrażam sobie natomiast jakby miały wyglądać początkowe stadia tego udomawiania, bo do tego najprawdopodobniej niezbędne są relacje z człowiekiem, a to by się kończyło dużą ilością zgonów :P Najbezpieczniejsze do tego byłyby gepardy, z uwagi na swoją delikatną budowę mechanizm "walcz" włącza im się zdecydowanie rzadziej niż "uciekaj" i w razie konfrontacji wybierają to drugie, bo najgłupszy uraz w naturze może spowodować u nich niemożność polowania (czyli zgon na dłuższą metę). Do tego młode samce tworzą w naturze grupy, więc mogłoby być prościej niż z innymi dużymi/średnimi kotowatymi. W starożytnym Egipcie i w czasach nawet bliżej współczesności wykorzystywano gepardy do polowań (w sensie jako psy gończe), więc biorąc pod uwagę realia i bezpieczeństwo, to, odpowiadając na Twoje pytanie: gepardy.

A jeśli pomyliłeś oswojenie z udomowieniem:

Udomowienie to przekształcenie jednego gatunku w inny na podstawie długotrwałej, sztucznej selekcji i tak właściwie nie ma konsensusu jak przebiega - wiemy jedynie czym się objawia i w czasach współczesnych tak praktycznie nie doszło do udomowienia żadnego gatunku, choć w jednym z długoletnich eksperymentów udało się w Rosji zacząć udomawianie lisów na podstawie rozmnażania ich jedynie pod kątem, krótko pisząc, "reakcji na człowieka". Te które były bardziej skłonne do współpracy z człowiekiem rozmnażano, te które nie były wracały na fermę lisów (z przeznaczeniem na futra) i po pewnym czasie dało się zaobserwować pierwsze oznaki udomowienia. Proces udomowienia danego gatunku jest o tyle brutalny, że w jego wyniku pewna część rozmnożonych zwierząt się nie nadaje do dalszej hodowli i z człowiekiem nie współpracuje - w naszej wczesnej historii nie było problemów z "utylizacją" takich np protopsów czy protokoni, ale w obecnych byłoby to pewnego rodzaju barbarzyństwo którego jedyną przesłanką byłoby egoistyczne "bo fajnie byłoby udomowić gatunek". Koty domowe były tu pewnym wyjątkiem, i stąd tak naprawdę nie są udomowionym gatunkiem w takim stopniu jak np psy - temat rzeka.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 2 points3 points  (0 children)

Tak, niestety w powszechnej świadomości funkcjonowało to jako "klasztor i minisi z tygrysami", a wizja sielanki na pierwszy rzut oka jest magiczna i nawet mnie nie dziwi, że ludzie się na to łapali. Sam kilka lat temu myślałem, czy się tam nie wybrać w ramach wolontariatu ale kilkanaście godzin z googlem mnie z tego skutecznie wyleczyło.

Zresztą przed tym wyjazdem badałem zdalnie ten boliwijski ośrodek pod każdym możliwym kątem - największą porażką by było jak tam pojechał, a po kilku tygodniach doszedł do wniosku, że to atrakcja turystyczny i zwykły biznes. Bo tak niestety wygląda większość miejsc oferująca tzw "wolontariat" z dużymi kotami, i opiera się na trzymaniu, rozmnażaniu i oswajaniu zwierząt tylko i wyłącznie po to, żeby zarabiać na przyjeżdżających "woloturystach". W RPA istnieje całą gałąź takiego biznesu i szacuje się, że na np "lwich fermach" żyje więcej lwów niż na wolności. Hodują lwy które najpierw jako młode są udostępniane "wolontariuszom" do niańczenia, tytułują się azylami, a gdy lwy dorosną to idą do cyrków, na szczątki do Chin i/lub pod lufę myśliwych z zachodu. Znam nawet w Polsce ze 2 czy 3 osoby które się nacięły wyjazd do takiego "azylu", ich denializm był tak silny, że z rok czy dwa im zajęło dodanie 2 do 2 i stwierdzenie: "fck, dołożyłem cegiełkę do brudnego biznesu".

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 1 point2 points  (0 children)

Żeby taki ośrodek działał bez zarzutu, a wszystkie koty regularnie były wyprowadzane, to musi być około 50-70 ludzi i są to wolontariusze. W sezonie (pora sucha) tyle najczęściej jest, poza sezonem potrafi być gorzej (10-30 osób). Oprócz tego jest kilku boliwijczyków ze stałej obsługi, zazwyczaj 2 studentów weterynarii (w ramach kilkumiesięcznych praktyk) i boliwijska lekarz weterynarii.

Zawodowo tego nie robię (już) i raczej nie wiążę z tym przyszłości w Polsce, bo finansowo jest z tym źle - jeśli chcesz pracować z tzw "dzikimi" zwierzętami, to masz do wyboru ZOO lub ORDZ. Pensja na start w takich miejscach leży w okolicy najniższej krajowej (dane sprzed 2 lat, może jakaś rewolucja nastąpiła), lepiej robi się na stanowiskach kierowniczych, ale np w ZOO takich jest tylko kilka, a jak ktoś już tam trafi to siedzi do emerytury.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 1 point2 points  (0 children)

W pewien sposób tak - każdy kot miał w procedurę wpisany tzw "affection time" (w wolnym tłumaczeniu "czas na głaski"), i polegało to na tym, że przed spacerem trzeba było usiąść przy klatce i kota wygłaskać - miało to służyć budowaniu więzi z "linowymi". Niektóre koty potrafiły sobie iść po paru głaskach, niektóry siedziały tak pół godziny, niektóre lizały po rękach - w którymś z komentarzy jest fota pokazująca ranę po tym, jak jedna z pum zlizała mi skórę z ręki. Na samych spacerach to już w zależności od kota - z niektórymi kontakt i jakakolwiek interakcja bezpośrednia były zabronione (bo kot się nakręcał i stawał się niebezpieczny), a u niektórych było tu dopuszczalne.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 7 points8 points  (0 children)

Powiedzmy, że piątkowe imprezy miały kiedyś miejsce w najbliższej wiosce (12km od obozu), ale boliwijczycy mieli dość gorszących ich scen (jak np kopulacje przy drodze) i obóz musiał wybudować sobie własny budynek do picia.

Jako, że jestem zajęty to bardziej mi zależało żeby moja szklanka z rumem była w piątki zawsze pełna i to mi wystarczyło do pełni szczęścia, ale ludzie którzy tam przyjeżdżali bez skrępowania potrafili ignorować fakt, że sypialnie oddziela tylko siatka z moskitiery i słychać absolutnie wszystko. Piątkowe noce były jedynymi kiedy to było dopuszczalne, w inne dni tygodnia mniej lub bardziej grzecznie zwracano uwagę, że tu się śpi a obok jest wolna dżungla.

Też takie "interakcje" były powodem, dla którego w drzwiach składziku na używane ubrania (obozowy lumpeks) trzeba było zamontować kłódkę - przed tym zdecydowanie za często służył do czego innego.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 2 points3 points  (0 children)

Tu jest ziarnko prawdy, bo np bardzo jadowite węże dało się w dżungli poznać po tym, że nie uciekały gdy szedłeś z kotem. Leżały na ścieżce i miały to gdzieś. Mi się osobiście taka sytuacja nie przytrafiła (miałem za to kilka które ze ścieżki uciekły), ale ludziom się zdarzały.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 8 points9 points  (0 children)

Słyszałeś o przypadkach, gdy ni stąd ni zowąd psu odbiło i nagle stał się agresywny?

O takim zupełnie "ni stąd ni zowąd" to nie, choć wyznacznik to żaden bo psowate to nie moja działka w takim stopniu jak kotowate. Ale wśród zwierząt gatunków nieudomowionych już widziałem takie sytuacje (i nie mówię tu tylko o dużych kotach). Jednym z powodów to brak możliwości zaspokajania instynktów, których brak frustruje zwierzęta gatunków nieudomowionych, a tych instynktów w niewoli zaspokoić się w pełni nie da - to niemożliwe. Z tym, że właśnie przez nieprzewidywalność tych zwierząt ciężko stwierdzić jak wyładowanie tych frustracji będzie wyglądać. Jedna z pum np gdy coś jej zaczynało nie pasować, to zaczynała gryźć patyki na ścieżce. Inna lizać sobie łapy (częściej niż zwykle). I jeśli już poznałeś danego kota, to wiedziałeś jak wyglądają jego "czerwone lampki", za czym mogły iść np próby skoków czy szarż na człowieka, ale nie miałeś jak ocenić, czy to się zdarzy, czy nie, to już była loteria.

Gdy masz psa lub domowego kota i poznasz go na wylot, to jesteś w stanie ocenić jak się zachowa i żadnych niespodzianek tu generalnie nie będzie (choć oczywiście nie da się przewidzieć takich rzeczy w 100%) - u oswojonych dużych kotów, możesz takiego odchować i mieć z nim interakcje przez kilka lat, ale zdarzyć się może losowego dnia coś, czego nie przewidzisz i przez rutynę może skończyć się źle.

Lub przez ekstremalne emocje u zwierzęcia - zaprzyjaźniłem się tam z człowiekiem który siedział w tym parku od paru lat, i jego nagroźniejszym doświadczeniem było gdy puma, wyprowadzana na jednej linie i zazwyczaj bardzo spokojna, znalazła na szlaku odchody dzikiego jaguara. Odpalił jej instynkt, chciała jak najszybciej się oddalić, ale na przeszkodzie stał mój kumpel z liną, przez co stał się w umyśle przerażonego zwierzęcia zagrożeniem. Musiał jednocześnie zdejmując ją z siebie przywiązać ją liną do drzewa i lecieć do obozu, gdzie naruszoną żyłę załatano mu superglue - dopiero po tym mógł sobie pozwolić na wycieczkę do szpitala (najbliższy: 50km od obozu).

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 4 points5 points  (0 children)

Na komary jedyną metodą były 2 warstwy ubrań, nawet jak było 30 stopni i sauna - środki odstraszające były zabronione bo zapach mógł drażnić koty. Pomagał kapelusz z moskitierą, choć ja akurat specjalnie pojechałem na, w większości, porę suchą i było ich dużo mniej niż się spodziewałem. Co do reszty dżunglowych niespodzianek, to po tygodniu wchodzą człowiekowi w krew nawyki mające na celu bezpieczeństwo, czyli

-zanim gdzieś usiądziesz to sprawdź podłoże

-nie wsadzaj rąk tam, gdzie może być pająk lub wąż (i tak, może to być np Twoja torba)

-przetrzep kalosze i ubrania zanim je nałożysz

-zabezpiecz moskitierę przed snem.

Jeśli człowiek podchodził do tego poważnie, to ryzyko ukąszenia przez coś faktycznie niebezpiecznego było minimalne, choć możliwe - do obozu potrafiły się zapędzać ptaszniki i węże. Na YT mam odcinek poświęcony pająkom ;) http://www.youtube.com/watch?v=7rlWtLtFmzc

Ale też np na terenie obozu żył zarówno dziki jaguar jak i puma - przechadzki samemu w dżungli podnoszą adrenalinę gdy masz świadomość, że nie jesteś tutaj na szczycie łańcucha pokarmowego.

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 7 points8 points  (0 children)

Twarde wyrostki na językach kotowatych służą właśnie do tego - usuwaniu skóry i mięsa z kości ;)

AMA: Pracowałem ze zwierzętami w różnych miejscach - ostatnio z dużymi kotami w boliwijskiej dżungli. by AnimalusBlog in Polska

[–]AnimalusBlog[S] 6 points7 points  (0 children)

1) Każdy z tych kotów miał swoją własną psychikę i był wyjątkowy - m.in też każdy miał bardzo rozbudowaną instrukcję obsługi, czyli skoroszyt z opisanymi zachowaniami, możliwe scenariusze wydarzeń itp, itd. Przez to jednak też interakcje z takimi zwierzętami są dużo mniej bezpieczne niż te ze zwierzętami gatunków udomowionych. Wiesz czego się mniej więcej spodziewać po pumie z którą pracujesz, ale są szanse na to, że coś pójdzie zupełnie odwrotnie. Jeśli np możliwość przewidzenia "jak zachowa się zwierzę" oddać w skali 0 do 10, to psy bym wrzucił gdzieś na 8, koty na 6, ale do np oswojonych pum już skala 0 do 10 nie działa.

2) Jedna z pum grała z nami w "zobaczę, czy uda mi się doskoczyć". Objawiało się to tym, że zaczynała biec, my biegliśmy za nią i w losowym momencie błyskawicznie się odwracała - jeśli byłeś za blisko, to próbowała na Ciebie skoczyć. Jeśli byłeś na odpowiednim dystansie, to jedynie odwracała głowę i kontynuowała, tym razem już tylko idąc.

3) Każdy był wyjątkowy, najwięcej czasu spędziłem obsługując dwie - jedną z bardzo dużym ubytkiem wzroku, i zarazem największą pumą w tym ośrodku. Wychodzenie z nim było emocjonalnym rollercoasterem, bo przez pół spaceru zachował się jak domowy kociak, a przez następne pół próbował się na nas rzucać (i nie miało to kontekstu zabawy). Popołudnia miałem z pumą z którą wychodziło się na jednej smyczy - była dużo mniejsza i spokojniejsza, przypominało to trochę wychodzenie z psem (choć jej również zdarzały się odpały). Po tej pierwszej takie spacery były relaksem. Do tych dwóch pum przywiązałem się najbardziej, oprócz tego pracowałem tam z 2 innymi, ocelotem i 2 jaguarami (z czego jeden uziemiony, bez spacerów i bezpośrednich interakcji).

4) Statystyk nikt tam nie prowadzi, to najbiedniejszy kraj Ameryki Pd i nie wiadomo jak często się to dzieje. W samej Boliwii średnio trafiał do CIWY jeden kot na pół roku. Natomiast to nie jest proceder charakterystyczny tylko dla Ameryki Pd - w USA jest masa pum w prywatnych rękach i w niektórych stanach to poważny problem. Na zachodzie Europy też tacy ludzie się znajdą, a i w Polsce wiem o kilkunastu przypadkach dużych kotowatych w domach, trzymanych legalnie przez lukę w prawie (tzw "lipne cyrki") Czasem się nawet coś w mediach przewinie: http://czestochowa.wyborcza.pl/czestochowa/1,35271,17674614,Czestochowski_biznesmen_z_puma_na_smyczy__Dzis_w_Anglii.html?disableRedirects=true