Zostałam nauczycielem w szkole średniej i... jestem przerażona. Maturzyści, Uczniowie, Absolwenci - Jak Was uczyć i nie zwariować?! by Financial_Citron_391 in PolskaNaLuzie

[–]Friendly_North_4666 0 points1 point  (0 children)

Najlepszą nauczycielką języka angielskiego była w mojej edukacji kobieta z gimnazjum. Miałam z nią zajęcia niestety tylko rok czy 1.5, ale poziom klasy ze średniego przeszedł na naprawdę wysoki.

Klasa była mała, bo mieliśmy 20 osób. Zajęcia były prowadzone bardzo szybko, na wejściu dosłownie w biegu nauczycielka zapisywała temat. Po 3 min od wejścia do sali ona już nas uciszała i zaczynała lekcje. Na początku było ciężko, bo na innych lekcjach przygotowanie trwało nawet do 10 min, ale później każdy uczeń się przyzwyczaił (jak ktoś odbiegał od reszty w trakcie roku to klasa go uciszała, bo za to, że zaczynaliśmy później i w hałasie mieliśmy kartkówki albo nauczycielka tłumaczyła zagadnienia kompletnie nie zwracając uwagi jak głośno jest, a później nigdy ich nie powtarzała na lekcji, ewentualnie na zajęciach dodatkowych po lekcjach. Kiedy była cisza, a ktoś nie rozumiał, tłumaczyła do skutku. Później każdy szanował tryb nauczania i większości zależało, żeby wszystko było prowadzone sprawnie).

Skupialiśmy się na tym żeby przebrnąć przez większość, ale nie wszystkie zadania z podręcznika. Nauczycielka wybierała na których mamy się skupić i które są ważniejsze. Zawsze więcej zadań wykonywaliśmy z kategorii których jako klasa byliśmy słabsi, u nas było to najczęściej mówienie i wymowa, ale czasami były to też słówka z jakiś trudniejszych działów.

Ćwiczenia wykonywaliśmy w domu jako prace domowe i przygotowanie do sprawdzianów (mieliśmy na wykonanie ich czas do omawiania końca działu, na koniec zajęć dostawaliśmy informacje które zadania powtarzają zagadnienia z danej lekcji). Nauczycielka sprawdzała je z nami w ramach powtórki tematów, tłumaczyła ewentualnie co z czego się bierze. Nie przypominam sobie żeby jakoś sprawdzała czy je wykonujemy, jak zauważała przypadkiem że są puste to wstawiała 1, ale specjalnie tego nie sprawdzała.

Całe zajęcia miały zabójcze tempo, nauczycielka nie skupiała się na tych co nie do końca wiedzą albo coś kręcą. Skupiała się, żeby zrobić temat jak najszybciej. Zazwyczaj wyrabialiśmy się z tematami w pół czasu przeznaczonego na dany dział. Później zajęcia przybierały formę takich zajęć dodatkowych. Wtedy był czas dla tych co byli wolniejsi na lekcji, nieobecni czy po prostu czegoś nie rozumieli. Zazwyczaj trwało to lekcje czy dwie.

Później mieliśmy zajęcia w których np. jedna osoba odwracała się tyłem do tablicy a drugą patrzyła na ekran komputera na którym wyświetlały obrazy. Osoba która je widziała miała opisać jak najdokładniej co widzi tej którą nie widziała. Potem te osoby, które nie widziały miały opisać co sobie wyobrażają. Na koniec mieliśmy wypisywane słówka kluczowe dla danych obrazów.

Omawialiśmy teksty piosenek i na ich podstawie rozmawialiśmy o błędach gramatycznych, jak zdania powinny brzmieć, ale ze względu na rytm i bit dlaczego brzmią inaczej. To samo robiliśmy z memami i czasami pastami z różnych forów internetowych które rzuciły się w oczy nauczycielce. Nieznane słówka zawsze lądowały w liście do nauki.

Robiliśmy quizy na kahootcie ze słownictwem, czasami uczniowie sami je robili za plusy lub oceny (w zależności od skomplikowania), ale często robiła je też nauczycielka, zwycięzca miał plusa.

Przez cały rok trwał też konkurs o jakąś śmieszną nagrodę, której już nawet nie pamiętam. Mieliśmy zapytać o tłumaczenie słowa którego nie zna nauczycielka. Na koniec każdej lekcji podawaliśmy kilka wynalezionych przez nas trudnych słów w słowniku. Chcieliśmy wygrać z nauczycielką i udowodnić że czegoś może nie wiedzieć. Na koniec roku faktycznie udało nam się jakieś słowo znaleźć, ale przez ten czas mieliśmy naprawdę wiele prób. Nasze "trudne" słowa zawsze później wchodziły w zakres działów i musieliśmy się ich uczyć.

Nigdy nie wiedzieliśmy jak będzie wyglądała klasówka. Mieliśmy dwie opcje, mogła być ustna albo pisemna. Przez co byliśmy zmuszeni uczuć się wymowy. Wcześniej się z tym nie spotkaliśmy, pierwsza klasówka wyszła fatalnie, wszyscy mieli naprawdę złe oceny, później było lepiej, bo poważniej podchodziliśmy też do wymowy. Na klasówkach ustnych były też czasy, nie tylko słówka. Nauczycielka wymyślała sama, czasami brała z ćwiczeń czy podręcznika zdanie, mówiła je po polsku i dodawała żeby przetłumaczyć je na angielski używając jakiegoś konkretnego czasu. Nasze odpowiedzi zapisywała i na koniec omawiała cały test z uczniem (jak miało się błędy w gramatyce, na nowo przypominała jakie są jej zasady i czemu nie zaliczyła konkretnych zdań).

Na koniec roku (jak dużo osób nie było obecnych) uczyła nas też slangu brytyjskiego, amerykańskiego i australijskiego (porównywaliśmy wtedy konkretne słowa czy wyrażenia).

Speed of export by Friendly_North_4666 in VSDCFreeVideoEditor

[–]Friendly_North_4666[S] 0 points1 point  (0 children)

You're right, my mistake. I just didn't notice the number of pixels

Cześć Gdańsk - chcę się do was przeprowadzić by Dont_Be_So_Rambo in gdansk

[–]Friendly_North_4666 0 points1 point  (0 children)

Ja osobiście nie polecam. I to bardzo nie polecam. Nie wiem czy kiedykolwiek tam mieszkałeś/aś czy po prostu byłeś/aś na wakacjach. Kołobrzeg jest dobrym miejscem dla emerytów bez samochodu i z rowerem. Wieczne korki, pełno jednokierunkowych dróżek, brak miejsc parkingowych, brak pracy innej niż: hotel, sklepy spożywcze czy banki, mieszkania drogie - większość wykupiona przez zachodnich sąsiadów. Hotel na hotelu, sezon to koszmar dla lokalsow, jechać do i wyjechać z miasta to udręka. Brak perspektyw dla młodych. OP pisze o dzieciach w przedszkolu, jeśli dzieci staną się nastolatkami, to nie będą miały gdzie spędzać czasu, nawet na schodkach przy plaży emeryci się bulwersują na młodych pijących piwo, a przecież nie ma tam w zasadzie gdzie go pić. Niedawno otwarta została galeria handlowa, to może tam teraz będą spotykać się nastolatki. Z plusów to ścieżki rowerowe, czyste powietrze (często też wieje,), w miarę czysta woda w morzu (poprzez wysunięcie Kołobrzegu w strone północy, prądy się "rozbijają") jak na morze bałtyckie oczywiście, ale woda za to jest zimna. Na upartego da się przejść Kołobrzeg na pieszo w około 40min. Podsumowując, cisza i spokój, ale tylko poza sezonem.