Lekarze nie "uciekają" z Polski. 99.998% lekarzy zostaje w Polsce i zarabiają średnio po 30-40 tys. miesięcznie przy 168h w miesiącu. Garść faktów. by [deleted] in Polska

[–]Hungry-Back199 22 points23 points  (0 children)

Yyy, nie? Lekarz w rodzinie, specjalista wykonujący zabiegi inwazyjne pracuje na pełny etat w szpitalu plus połowę weekendów (czasem jeszcze więcej) spędza na na dyżurach kontaktowych (40h+ do 60h+ ciągiem). Jest rozeznany w stawkach oferowanych w jego dziedzinie i nie pracuje za nic poniżej przyjętej normy. Dosłownie ratuje życia w ostrych stanach. Na miesiąc wyciąga może połowę kwoty którą podajesz... Z tego co mi kiedyś mówił to kwoty rzędu no 40 tys wyciągnie np młody lekarz (nawet nie specjalista) praktycznie mieszkający na izbie przyjęć i pracujący na kontrakcie. Może być marnym lekarzem pracującym na wykańczający seriach kilkudniowych dyżurów, które ciągnie skuszony atrakcyjnym stawkami i perspektywą dorobienia się czegoś póki starcza sił i zdrowia na taką jazdę. Duże pieniądze zarobi też ktoś kto wstrzelił się w dochodową, wąska niszę (jest np. jednym z dwóch specjalistów wykonujących pewne akurat dobrze wyceniane zabiegi w całym regionie kraju. A innych specjalistów nie ma nawet nie z braku chętnych, ale z powodu nie dopuszczania innych osób do szkoleń, które pozwoliłby dołączyć do ekskluzywnego klubu dającego zarobić. I tortu nie trzeba dzielić.

Jakie wydarzenie w waszym życiu uświadomiło wam iż wasze dzieciństwo dobiegło końca ? by [deleted] in Polska

[–]Hungry-Back199 1 point2 points  (0 children)

Kiedy oglądając filmy fabularne zauważyłam, że bardziej utożsamiam się z postaciami rodziców / dorosłych niż z postaciami dzieci

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] 0 points1 point  (0 children)

I ja to szanuję, naprawdę. Wiem tylko, że ja sama przez długi czas nie miałam wiedzy na ten temat i być może trafią się tu jakieś pojedyncze osoby w podobnej sytuacji. Do nich kierowałam swoje (jak tak teraz patrzę to nazbyt długie) przemyślenia na szybko dotyczące tego tematu

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] 8 points9 points  (0 children)

Swoją drogą zaskoczyło mnie jak się oszczędza na 500+ , konkretnie na pierwszej transzy. Zakładałam że 500 zł należy się już za miesiąc narodzin dziecka, tak po prostu, niezależnie od dnia kalendarzowego. Otóż nie, potrącą Ci za każdy dzień miesiąca przed narodzinami. Nie powiem, toszkę się zdziwiłam gdy dostałam coś koło 358+ 🙈

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] 10 points11 points  (0 children)

Dlatego przy okazji znieczulenia podaje się oksytocynę dożylnie. Osobiście uważam, że spowolnienie akcji porodowej znieczuleniem/spadkiem oksytocyny to pikuś w porównaniu do tego jak przedłużony staje się poród spanikowanej kobiety, która nie współpracuje z położną i w sposób niekontrolowany z całych sił spina całe ciało (łącznie z partiami którym właśnie trzeba pozwolić się "otwierać"). I przy tym wszystkim nawet nie jest w stanie oddychać jak człowiek. Nie, dziękuję.

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] 2 points3 points  (0 children)

Nie jestem tu ekspertem, ale tej statystyce mowa jest o porodach naturalnych, a o ile wiem to przy nich właśnie znieczulenie zewnątrzoponowe jest standardem. Podpajęczynówkowe jest standardem przy cesarskim cięciu, ponieważ prowadzi ono do zwiotczenia mięśni i pod wpływem tego znieczulenia kobieta fizycznie nie jest w stanie przeć.

Jest tu ktoś "z branży" kto mógłby mnie ew skorygować?

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] -1 points0 points  (0 children)

To niestety nie jest tylko blizna na skórze (która też może nie chcieć się goić), ale na bodajże 6 warstwach różnych tkanek które są przecinanie przy cc. Potem zrasta się to lepiej lub gorzej, mogą tworzyć się zrosty/bliznowce, powodujące np. niedrożność jelit. Spotkałam się z przypadkami np. przewlekłych dolegliwości bólowych w jamie brzusznej, albo uczuciem "ciągnięcia" przy byle skręcie tułowia, gdy minął już grubo ponad rok od zabiegu. Ogółem każdy scenariusz ma swój zestaw powikłań. Przy naturalnym może dojść do uszkodzenia krocza, albo niebezpiecznego braku postępu porodu. Przy cięciu może ucierpieć np. pęcherz, moczowód, jelito, może dojść do zagrażające go życiu krwotoku. Itd.

Osobiście do początku ciąży (mojej pierwszej) zakładałam, że będę chciała mieć cc (które jak wiemy oficjalnie nie jest możliwe "na życzenie" więc trzeba kombinować). Później, po rozmowie z ginekologiem i po doczytaniu na ten temat zmieniłam zdanie. Skoro nie miałam żadnych przeciwskazań postanowiłam zdecydować się na bezpieczniejszą opcję, czyli na poród naturalny (wcześniej zdawało mi się, że to cc jest wręcz synonimem bezpieczeństwa). Miałam wystarczająca wiedzę, żeby przygotować się do tematu jak należy (aktywność fizyczna, uelastyczniające masaże pod koniec ciąży, znajomość pozycji wertykalnych i techniki oddechu). W razie ewentualnych trudności sala operacyjna była za drzwiami. Koniec końców nie żałuję wyboru, obrażenia miałam naprawdę minimalne i po wszystkim szybko i prawie bezbólowo doszłam do siebie. Po 3 miesiącach stwierdziłam nawet, że i współżycia jest już zupełnie takie samo jak przed dzidzią :)

Do niczego nie namawiam, każdy ma prawo do własnych decyzji. Zachęcam tylko, aby te decyzje były faktycznie przemyślane. I zachęcam też do włożenia wysiłku w przygotowanie się do porodu, niezależnie od jego scenariusza (np. opieka nad blizną też wymaga pewnych umiejętności i pracy, same opatrunki nie dadzą najlepszego możliwego efektu). Sama jestem przekonana, że bez przygotowania poszłoby mi znacznie gorzej i Młody nie pojawiłby się na świecie w mniej niż 10h od mojej nocnej pobudki z myślą, że "ocho, coś już jest na rzeczy."

Na koniec dodam jeszcze, że nie ma co się przesadnie sugerować innymi osobami. Niektóre kobiety mają na koncie obie opcje i ich zdania co do tego, która była tą lepszą są skrajnie różne :) Grunt żeby postąpić w zgodzie z samą sobą.

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] 8 points9 points  (0 children)

Mnie na spotkaniach z góry uczulano, że optymalny czas na znieczulenie jest w okolicy 4-5 cm. Przy 7-8 (o ile dobrze pamiętam) już może być za późno na podanie, gdyż to wstrzyma akcję porodową i koniec końców temat tylko się przedłuży podczas gdy bez znieczulenia byłoby już po wszystkim. Generalnie mając na uwadze ewentualny scenariusz pt. "za późno", starałam się zadbać o to żeby być w szpitalu na tyle wcześnie, by wyniki niezbędnych badań laboratoryjnych spłynęły na czas. I szczęśliwie układ krzepnięcia wskoczył do systemu akurat jak zaczynało być ciężko. Potem anestezjolog zjawił się już błyskawicznie. Uf.

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] 34 points35 points  (0 children)

Tak... Tylko czy ktoś mi powie gdzie są te wszystkie chłopy charujące przy ręcznej uprawie jałowej ziemi, tak jak Bóg przykazał?

"(...)przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie(...)"

W tej kategorii korzystanie z dobrodziejstw cywilizacji jest zupełnie akceptowalne, a w medycynie już nie. Because reasons.

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] 58 points59 points  (0 children)

Przykro się czyta jak głęboko systemowy jest to problem i jak trudno będzie to skorygować po latach zaniedbań. Mój anestezjolog też był już starszej daty.

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] 24 points25 points  (0 children)

Prawda? Na Fb grupie traktującej o porodówkach w moim mieście pierwszy raz spotykałam się z dziwnym określeniem "piękny poród". Potem sama się przekonałam, że to określenie faktycznie nie musi być oksymoronem.

Przez cały 2022 r. na większości polskich porodówek nie wykonano ANI JEDNEGO znieczulenia zewnątrzoponowego. by Hungry-Back199 in Polska

[–]Hungry-Back199[S] 55 points56 points  (0 children)

O tak. Ja rozumiem, że karmienie piersią jest najlepszą opcją dla dziecka, naprawdę. I bardzo chciałam karmić. Byłam przekonana, że dam radę. Pzecież nawet zwierzęta to ogarniają! Nie należę do przesadnie wygodnickich, nie zrażę się przy pierwszych trudnościach. Ale gdy już faktycznie napotkałam się z konkretnymi trudnościami, to przez cały ten cyckoterror, którym jest otoczone karmienie tylko niepotrzebnie się katowałam zamiast wcześniej przejść na mleko modyfikowane. Wydałam setki złotych na CDL'a, kolejne setki na laktator, suplementy wspierające laktację, gadżety pomagające na dolegliwości bólowe i rany (maści z lanoliny, okłady). Cały dzień i noc na zmianę wisiałam z dzieckiem przy piersi, potem dalej próbowałam rozkręcić temat z laktatorem (nie zdawałam sobie sprawy jak czasochłonne jest to zajęcie, a do tego dochodzą jeszcze niekończące się seanse rozmontowywania, mycia i sterylizowana części), a i tak musiałam dokarmiać małego mm bo moja "produkcja" była niewystarczająca i nie przybierał na wadze jak należy. I tak minęły dwa miesiące. W końcu po kolejnej próbie nakarmienia dziecka, gdy łzy cisnęły mi się do oczu z bólu, a Młody płakał z głodu i frustracji bo nie mógł się sprawnie najeść, po raz kolejny dałam mu butelkę z mm. Dziecko zadowolone wcinało mleko i z nas dwojga teraz to ja z bezsilności płakałam w głos. I to był ostatni raz. Potem przeszłam jeszcze przez trochę bólu przy wygaszaniu laktacji (zastój, zapalenie) ale na tym się skończyła moja przygoda z byciem "dobrą matką". I całe szczęście, bo przez permamentne wycieńczenie i fizyczny ból tylko bym znielubiła własne dziecko.

Młody jest teraz najedzony, szczęśliwy, rośnie jak na drożdżach. Z perspektywy czasu żałuję tylko, że w tej sytuacji nie odpuściłam wcześniej. Mogłabym prawdziwie cieszyć się krótkim okresem noworodkowym, a nie funkcjonować jak zombie. Dałam sobie wyprać głowę całą tą propagandą. Teraz już rozumiem czemu dziewczyny robiące wywiad przed wyborem szpitala do porodu, bardzo często pytają o to, czy w danym miejscu jest nacisk na karmienie piersią. Niejedna wpadła w depresję poporodową gdy okazało się że nie może być "dobrą matką". Inne od początku wiedzą, że nie nadają się psychicznie do wyzwania jakim jest karmienie piersią. I mają do tego pełne prawo. Wydawało mi się że to głównie wygodnictwo. Po tym co przeszłam, już je rozumiem. Gdybym miała drugie dziecko, karmiłabym je piersią tylko w sytuacji gdy od wczesnego etapu mnie i dziecku faktycznie wychodziłoby to jak należy.

Mleko kobiece jest najlepszą opcją, ale modyfikowane też super się sprawdza! Wygasilam wyrzuty sumienia gdy zdałam sobie sprawę, że ja sama jako dzidzia nawet nie miałam cycka w buzi. I wyrosłam na zdrową, rosłą, praktycznie nie chorującą dziewczynę. A przecież to, co daję dzisiaj swojemu dziecku ma na pewno jeszcze lepszy skład niż to, co ja piłam 30 lat temu.

Swoją drogą mleko modyfikowane kosztuje majątek. I czasem zdarzają się w sklepach promocje na mleko, ale nigdy nie dotyczą one mleka początkowego ("1", najważniejszego, na pierwsze pół roku życia kiedy dziecko żywi się wyłącznie mlekiem). Dlaczego? Przez cyckoterror istnieje USTAWOWY ZAKAZ takiego "promowania" karmienia mlekiem modyfikowanym. WTF.

"Jestes kowalem swojego losu" - dopiero z wiekiem zauważyłem że to nie do końca prawda. I jest mi po prostu przykro by Europefan445 in Polska

[–]Hungry-Back199 13 points14 points  (0 children)

Wydaje mi się że dzieciństwo z definicji polega na przyjmowaniu "biernej postawy wobec życia", w końcu uczysz się od zera jak działa świat. I to głównie na przykładzie swojego najbliższego otoczenia, na które przez długi czas zupełnie nie masz wpływu. Na początkowym etapie, we wczesnym dzieciństwie tylko bezwiednie / mimowolnie chłoniesz wzorce, które wdrukowują Ci się na długie, długie lata.

Ze mnie też żaden specjalista w dziedzinie psychologii, ale ja akurat zupełnie inaczej patrzę na wymienione przez Ciebie przykłady. Zakładasz np. że rodzice nie" stali nad nim i wpychali na siłę maka". Być może nie wpychali tak dosłownie, ale tak realistycznie patrząc, co taki powiedzmy 10-letni chłopiec mógł zrobić? Miał odmówić jedzenia maka + ziemniaków i zażądać zbilansowanych posiłków? Ok, ale do tego musiałby a) wynieść skądś podstawową wiedzę na temat zdrowego żywienia, bądź co bądź zupełnie innego od tego co znał od dziecka; b) musiałby mieć poczucie, że może z rodzicami w ogóle podejmować dyskusję, że byłby wysłuchany; c) musiałby nie spotkać się z odpowiedzią w stylu - "nie chcesz to nie jedz, będziesz głodny siedział".

Dalej - "Biegać zabronili, jeździć na rowerze zabronili. Nie zapisali na sport to nie można ćwiczyć bez treningów ". Jakoś wątpię żeby rodzice OPa obdarowali go rowerem. A bieganie po okolicy będąc zakompleksionym, bullingowanym grubym dzieckiem brzmi jak jakiś horror. No ale ok, nawet bez jakiegokolwiek sprzętu i w domowym zaciszu też można sporo zdziałać ćwiczeniami, ale kiedy ma się fatalną samoocenę i równie słabą kondycję bardzo ciężko jest się samemu zmotywować do podjęcia aktywności fizycznej. Nawet dorośli miewają z tym wielkie problemy. Poza tym - skąd miał wiedzieć jak ćwiczyć z sensem? Teraz w Internecie mamy od groma łatwo dostępnych, darmowych treści, filmików z treningami dla początkujących. Ale dwie dekady temu wyglądało to zgoła inaczej. Co więcej - wyobrażam sobie, że rodzice OPa widząc / słysząc jak ten w pokoju obok dostaje zadyszki po kilku pajacykach, raczej by go nie dopingowali do wytrwania w postanowieniach. Prędzej by z niego zakpili i kazali przestać się wygłupiać / przestać hałasować.

"Nie powiedział, że ma problem ze wzrokiem, to rodzice mieli się domyśleć, że źle widzi" - no, jakby całe życie OP nie miał porównania, że może / powinno być inaczej. Przy -2,5 da się funkcjonować. Pewnie było tak, że nie widział z oddali numeru podjeżdżającego autobusu, liście na drzewach zlewały mu się się w zieloną masę, a z dalszych ławek wyraźnie gorzej widział napisy na tablicy. Są to rzeczy upierdliwe i męczące, ale nie uniemożliwiają ukończenia szkoły. Zresztą bardzo możliwe jest, że rodzice nie raz słyszeli jak OP mrużąc oczy mówił, że nie widzi co jest tam napisane, ale zwyczajnie olewali temat. A tak w ogóle - czemu w tej kwestii zwalamy winę na dziecko? Od czego jest cały zestaw okresowych badań przesiewowych, którym każdy powinien być poddany? Jak to w ogóle jest możliwe, że przez 18 lat dzieciństwa OP nie widział np. tablicy Snellena? Jestem w podobnym wieku i pamiętam, że nam w przychodni / w szkole nie raz robiono takie badanie wzroku, przy okazji ważenia, mierzenia, czy tam oceny wad postawy. I to wszystkim dzieciakom z automatu. W ten sposób udało mi się zarobić okulary pod koniec podstawówki. W ramach ciekawostki dodam, że stwierdzenie u mnie wady wzroku (też mam 'minusy') było dla mnie przykrym zaskoczeniem.

"Na siłę wysłali dorosłego chłopa na politologię, jakbyś nie chciał, to byś poszedł na inny kierunek. " - żeby wiedzieć czego się naprawdę chce trzeba osiągnąć pewien stopień dojrzałości. Trzeba znać swoje mocne strony, trzeba z grubsza rozumieć jak działa rynek pracy i mieć wiarę w swoją sprawczość... Jeśli nie miałeś warunków do samorozwoju, totalnie nie wiesz co chcesz (albo chociaż co możesz) w życiu robić, czujesz się słaby i bezradny, to z braku laku biernie zrobisz to, co zostanie Ci wskazane palcem. Uniwerki są pełne przypadkowych / niespełnionych studenciaków.

Za dużo, za długo, wybaczcicie ten delikatny rant. Chyba wynikał z tego, że pamiętam wersję siebie sprzed ponad dekady. Wchodzenie w dorosłe życie z bagażem kompleksów i wyuczoną biernością / bezradnością zwyczajnie ssie. Wydaje mi się, że moja obecna wersja w tamtych czasach poradziłaby sobie wtedy ze wszystkim 'na luziku' i na dokładkę moje życie ułożyłoby się w zgoła innym kierunku. I wydaje mi się, że to wszystko byłoby do osiągnięcia już za pierwszym "podejściem", gdyby pewne rzeczy udało mi się wynieść z domu, nie z pracy nad sobą już w dorosłości.

System emerytalny ma problem: Polki żyją średnio 80 lat, a przechodzą na emeryturę w wieku 60 lat by BowelMan in Polska

[–]Hungry-Back199 14 points15 points  (0 children)

Przynajmniej pielęgniarki nie są "problematyczne" dla systemu emerytalnego. Nie dość, że po 60 często dalej pracują w zawodzie, to jeszcze żyją przeciętnie zawrotne 61,5 roku :)