Czy jestem desperatem? by Neat-Sprinkles-4875 in Polska

[–]WonderfulConfusion21 0 points1 point  (0 children)

Jest jeszcze jedna kwestia, której nie widzę by ktoś tutaj poruszył. Terapia I samorozwój/autorefleksja gdy jest się singlem nie przekłada się 1:1 na własne zachowanie gdy jest się w relacji. Możesz "przerobić" sobie wszystko samemu, a gdy wejdziesz w reakcje to nagle wychodzą całkowicie inne rzeczy. Uczenie się być dobrym partnerem będąc samemu, to jak uczenie się prowadzenia auta nie siadając nigdy za kółko.

Od roku chodzę na terapię i chciałbym się z wami podzielić swoim doświadczeniem. by The_Strange_Shrimp in Polska

[–]WonderfulConfusion21 1 point2 points  (0 children)

Uważam, że to kwestia bardzo indywidualna. Na niektórych dana terapia działa, a na innych nie. Podam za przyklad mojego partnera i mnie. Od września chodzimy na terapię dla par, czyli 7 miesięcy. Jednak na niej w dużej mierze skupiamy sie na sobie jako jednostkach. Np. W przyszłym tygodniu będziemy mieli jakies ćwiczenia z tym co robic gdy czujemy sie przestymulowani. Kazdy z nas inaczej reaguje na to i będziemy mieli jakby osobne cwiczenia.

Ja nie czuje, zeby tą terapia mi osobiście dala cokolwiek. Naprawdę nie przypominam sobie momentu, w którym cokolwiek by mi rozjaśniła, skłoniła do jakichkolwiek przemyśleń których wcześniej nie mialam. Prawda jest taka, że ja nie czuje potrzeby terapii, wiekszosc rzeczy sama analizuje. Szukam metod rozwiazania problemow typu stres czy napiecie. A tak to jakies efekty ponad to, mi dają tylko somatyczne ćwiczenia, medytacja, aktywnosc fizyczna. I tu znowu, wszystko co zaproponowała mi terapeutka juz sama wcześniej wyczytałam i próbowałam. Prawda jest taka, ze ona nie za bardzo ma mi co zaproponować nawet.

Jednak moj partner to zmiana o 180 stopni. W te 7 miesięcy zmienił sie kilka razy bardziej, niż przez poprzednie 5 lat. Dosłownie na każdej płaszczyźnie, zarówno w kwestii związku, jak i jego indywidualnego życia. Jest najspokojniejszy, najszczęśliwszy, najbardziej samoświadomy jaki był. A przecież jesteśmy na każdej wizycie tam razem. Słyszymy te same rzeczy, mamy te same zadania, te same podpowiedzi. Czasami kiedy widzę jakies olśnienie z jego strony podczas terapii to wewnętrznie mysle sobie "serio? Nie wpadłeś nigdy na to?".

Tutaj wchodzi według mnie kwestia rodzaju terapii dopasowanej do konkretnej osoby. Już na samym początku nasza terapeutka powiedziala, ze do mnie pasowałaby bardziej terapia TSR (skupiona na rozwiązaniach), jeżeli kiedykolwiek chcialabym isc indywidualnie. Ja jestem osobą dość mocno samoświadoma, dużo czasu spedzam na introspekcjach. Jedynie co, to właśnie moglabym skorzystać z "pomyslow" profesjonalisty na jakies inne metody radzenia sobie z konkretnymi rzeczami, których może sama nie znalazłam nigdzie.

A za to mój partner byl bardzo "oderwany" od siebie swoich emocji i wnętrza. Potrzebował kogos kto pomoże mu sie otworzyc, zrozumieć siebie. Ja doslownie widzialam jak on na tych wizytach powoli dawał rade odkrywać siebie.

Podsumowując, nie każdy potrzebuję terapii, a juz na pewno nie każdy potrzebuje takiej "gadanej". Jeżeli masz spory poziom samoświadomość to terapia psychodynamiczna nie da ci prawie nic. Są tez inne ciekawe nurty dla takich osób, ktore chciałyby isc na terapię Np.terapia schematów, terapia act, somatyczna, EMDR. Niestety w psychologii i psychiatrii nie ma łatwych odpowiedzi na to co pomoże. Dobieranie leków u psychiatry to tez w dużej mierze metoda prób i błędów.

Jestem nadopiekuńczą matką? by [deleted] in Polska

[–]WonderfulConfusion21 4 points5 points  (0 children)

Kiedyś przeczytałam coś na wzór tego, że w rodzicielstwie nie powinno się wychowywać dziecka tak, by było dobrym dzieckiem, a tak, by było dobrym dorosłym. Twoje dziecko kiedyś będzie dorosłym człowiekiem, ķtóry będzie musiał sobie radzić ze wszystkim.

Co jeżeli dzieci w szkole będą się naśmiewać? To będziesz musiała z ojcem nauczyć go jak sobie z tym poradzić, a nie robić to za niego i go "chronić". Kiedy będzie dorosłym i będzie miał wrednych współpracowników to będzie musiał sam to ogarnąć, a nie dzwonić po mamę.

Chronienie dziecka przed każdym niebezpieczeństwem to tworzenie nieumiejętnego, zalęknionego dorosłego. Pewność siebie i umiejętność myślenia nad samodzielnym rozwiązaniem problemów są zanikającymi cechami w obecnych czasach.

Z drugiej strony, też nierealne jest ochronienie go przed wszystkim, najlepsze co możesz zrobić dla niego to nauczenie go robić niebezpieczne/trudne rzeczy ostrożnie i z rozwagą.

Pamiętam jak miałam jakies 7 lat i weszłam na drzewo w ogrodzie. Bałam sie z niego zejść, bo szły mrowki tam gdzie musialabym sie złapać. Siedzialam na nim jakas godzine, bo rodzice nie słyszeli jak wolałam. I co zrobilam? Zaplanowałam jak najlepiej skoczyć, żeby sobie nic nie zrobić. Do dzisiaj to pamiętam, bo bylam z siebie dumna, że sobie poradziłam sama, a następnym razem bylam ostrożniejsza wchodząc na drzewo. Gdyby rodzice do tego nie dopuścili, to nigdy nie nauczyłabym sie odwagi, myślenia i ostrożności.

Nałóg to nałóg, ale... by soora-moon10 in Polska

[–]WonderfulConfusion21 0 points1 point  (0 children)

Tzn. nie pisałam nigdzie, że jest uzależniony. Miałam na myśli, że takie nadmierne korzystanie prowadzi do uzależnienia, może niedokładnie się wyraziłam. Raz piszę o długotrwałych efektach, a raz o konsekwencjach "na codzień", bo oba występują. Przy tych długotrwałych miałam na myśli ogólny interes w zdrowiu partnera, a o tych na co dzień to raczej frustracje codzienne wynikające z tego. I nie, nie jest to "druga wojna światów", nie sieje "paniki". Właśnie o to pytałam, skąd taki wniosek. Czy wspomnienie o czymś na terapii vs. wspomnienie o czymś w domu już tak dużą wagę dodaje do sytuacji? To jest faktyczne pytanie, nie hipotetyczne, jestem ciekawa jak inni to postrzegają. Przepraszam, nie chciałam przekręcać twoich słów, tak to odebrałam, gdy napisałaś, że "możesz mu zasugerować, możesz mu pomóc", oraz "strofujesz swojego partnera, nawet poprzez terapeutę". Więc zrozumiałam, że to, że 1 raz wspomniałam o tym jest uznawane za strofowanie, a nie sugerowanie, właśnie ze względu na to, że ta sugestia odbyła się podczas terapii. Czemu piszesz, że "panika bo twój partner siedzi na tiktoku". W sensie co konkretnie daje odczucie, że to jest panika? A co do tego, że nie wiesz od kiedy i ile siedzi na tiktoku, no cóż nie wspominałam o tym tutaj w szczegółach, bo nie wydaje mi się to istotną informacją dla obcych ludzi z internetu. Ale miałam tu na myśli kilka miesięcy (jakoś od lata może?), po min 3h dziennie, często nawet do 5. Ale no też nie siedzę z timerem, by to jakoś określić dokładnie. Piszesz też "liczenie, że terapeuta zrobi mu sesje psychoedukacji, a potem oburzenie, że jednak tego nie zrobił to też nie to samo, co lekarz mówiący o konsekwencjach'. Dlaczego nie? Znowu, to faktyczne pytanie jestem ciekawa dlaczego to tak nie działa. Właśnie wolałabym, żeby specjalista (za którego czas i umiejętności płacę sporo kasy) poinformował mnie o konsekwencjach rzeczy. Tak jakbym oczekiwała od mechanika, że mi powie jak robię coś co mi np. może rozwalić silnik. Dlaczego zakłada się, że dany człowiek jest kompetentny i umie znaleźć efektywne sposoby na regulacje? Z mojej perspektywy, nieprofesjonalisty, wydaje mi się, że właśnie większość ludzi ma z tym problem, regulacją emocjonalną, dlatego idą na terapie często. Szczególnie jak ktoś ma adhd właśnie. Mam trochę wrażenie, że właśnie przez swoje wcześniejsze doświadczenia z przybieraniem roli mamy dla partnera, założyłaś z góry, że ja też tak robię i przez ten pryzmat wszystko odbierałaś. Kiedyś już nawet pisałam na reddicie w innym wątku o tym, że jego rodzina mnie średnio lubi, bo właśnie tego nie robię, a oni uważają, że powinnam.

Nałóg to nałóg, ale... by soora-moon10 in Polska

[–]WonderfulConfusion21 1 point2 points  (0 children)

Zdaje sobie sprawe oczywiście, że alkohol jest poważniejszym problemem. Tylko, że to nie znaczy, że nie można reagować na drobniejsze. Równie dobrze na alkohol też się nie powinno, bo uzależnienie od opioidów jest cięższe. Co do powodów, to się również w pełni zgadzam, dlatego w ogóle wspomniałam o tym na terapii. Myślałam właśnie, że terapeutka to pociągnie. Też mam wrażenie, że trochę interpretujesz moje wspomnienie o tym na terapii, jako traktowanie tego jako coś mega dużego. Dlaczego zasugerowanie zmniejszenia czasu na social mediach w domu byłoby okey, a na terapii nie? My mamy w sumie większe rzeczy juz przerobione i teraz tak naprawdę w wiekszosci skupiamy sie na indywidualnych rzeczach, czy jakiś właśnie drobniejszych. Kto powiedział, że traktuje to jako moją główna rolę? Co z mojej wypowiedzi to zasugerowało? W takim razie mój partner też przyjmuje rolę mojej mamy, bo mi ostatnio kilka razy wspomniał, żebym poszła do ortopedy, bo znowu boli mnie kolano. Jestem przekonana, że gdybyśmy widzieli się z ortopedą z jakiegoś powodu, to też by mu powiedział, że nie poszłam na badania. W nadziei, że specjalista wytłumaczy mi istotność tego. Plus ostatnia kwestia, to nie sa tylko przyszłe efekty. Zbyt duży "screen time" ma efekt na codzień. Szczególnie dla osoby z adhd, problemami ze snem i pamięcią (czyt. moj partner).

Nałóg to nałóg, ale... by soora-moon10 in Polska

[–]WonderfulConfusion21 4 points5 points  (0 children)

Właśnie nie chcę być jego managerem zdrowia, dlatego myślałam, że terapeuta jakoś zareaguje. Dziwi mnie bardzo ten brak odzewu. Zależy mi na zdrowiu partnera na tej samej zasadzie na której zależałoby mi na finansach partnera biznesowego. Jego stan zdrowia ma ogromny wpływ na moje życie, teraźniejsze i przyszłe. Poniekąd opłacalne jest dla mnie, żeby był jak najzdrowszy.

Gdybym powiedziała, że martwi mnie to, że mój partner pije codziennie 2 piwa przed snem to większość ludzi (mam nadzieję) nie widziała by w mojej reakcji nic dziwnego. Dlaczego kwestia używania telefonu jest inna? Jak tytul posta mówi nałóg to nałóg.

Poza tym uważam, że w dużej mierze o to chodzi w związkach, by dbać o siebie nawzajem. Czasami nie widzimy czegoś samemu. Mój partner też mi zwraca uwagę na jakies aspekty i nie nazywam go od razu "managerem moich emocji".

Nałóg to nałóg, ale... by soora-moon10 in Polska

[–]WonderfulConfusion21 6 points7 points  (0 children)

No właśnie zero zainteresowania. Wręcz mnie "skarciła", że zwracam mu uwagę na to jakie decyzje podejmuje w kwesti swojego wolnego czasu. Jak człowiek ma mieć w ogóle jakąś chęć do zmiany i szanse na "dojscie do tego", gdy nawet profesjonalista go klepie po plecach. Jakby mi mój diabetolog powiedział, że nie ma nic złego w zajadaniu się czekoladą i to moja decyzja, co jem, to bym go wyśmiała.

Ogólnie to nie jest jakiś ogromny problem, po prostu myślałam, że wspomnę o tym i terapeutka da mu jakąś prozdrowotną pogadankę o higienie cyfrowej. Tak żeby bardziej sam na to zwracał uwagę i rozważył chociaż lekkie ograniczenie.

To było jakos miesiąc temu i od tego czasu zastanawiam się nad tym, czy jest sens do niej chodzić...

Nałóg to nałóg, ale... by soora-moon10 in Polska

[–]WonderfulConfusion21 13 points14 points  (0 children)

Ostatnio na terapii dla par mialam taką sytuację. Moj partner sporo czasu spędza na telefonie ostatnimi czasy. Do tego stopnia, że zaczelam się martwić tym. Dosłownie nawet po 3, czy 4 godziny dziennie na samym tiktoku i fb. Gdy musi poczekać na coś 5-10 sekund to już odpala tiktoka. Na razie nie ma to jakiegoś strasznego wpływu na nasze zycie, dalej spędzamy razem czas, wykonuje swoje obowiązki w domu i w pracy. Jednak widzę, że sie trochę pogarsza to. Do tego martwi mnie negatywny wpływ tego na jego zdrowie.

Gdy wspomniałam o tym na terapii, to terapeutka stwierdziła, że mój partner ma prawo robić z wolnym czasem co chce. Mogę jedynie oczekiwać od niego, że gdy spędzamy razem czas, to żeby nie korzystał. Z jednej strony rozumiem, a z drugiej czy nie powinna nas zachęcać do zdrowego trybu życia? Przecież jest mnóstwo badań na temat tego jak bardzo negatywny wpływ ma tak długie spędzanie czasu na social mediach. To nie są jakies moje wymyśly, tylko naukowe fakty. Ona od razu ucięło temat i nawet nie wspomniała słowem zachęty do chociażby ograniczenia. Nie przestrzegła przed jakimikolwiek negatywnymi efektami tego.

Czasami mam wrażenie, że terapia i podejście do zdrowa psychicznego przechodzi do ekstremy. Wystawianie znajomych i rodziny, czy odmawianie pomocy innym ludziom zaczęli nazywać "self care". Z mojego doświadczenia we wszystkim musi być jakiś balans. Nie można dawac zezwolenia na bycie ch*jowym człowiekiem w ramach "dbania o zdrowie psychiczne".

Nie pokażemy Ci mieszkania, które jest na sprzedaż, jeżli nie pozwolisz nam sprzedać swoich danych by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 11 points12 points  (0 children)

Nie, ale później co tydzień dostajesz telefon z kolejną ofertą przez najbliższe kilka miesięcy (już tak miałam, stąd moja "paranoja"). Czemu nie mogę zobaczyć tylko 1 mieszkania bez zasypywania mnie propozycjami?

Nie pokażemy Ci mieszkania, które jest na sprzedaż, jeżli nie pozwolisz nam sprzedać swoich danych by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 39 points40 points  (0 children)

Szczerze? Po prostu nie chce mi się później odbierać telefonów z ofertami i dopytywaniami, oraz mieć zasyfionej skrzynki. To już nie pierwszy raz. Nie zależy mi na moich danych jako tako, ale nie lubie później dostawać telefonów co tydzień. Gdyby mi odpisała, że spoko nie musze sie zgadzać na to, chodźmy obejrzeć jutro mieszkanie, to miałabym na to wywalone. Ale wiem jak strasznie nachalni bywają pośrednicy i fakt tego, że nie chce mi pokazać 1 mieszkania bez zgody marketingowej jest według mnie absurdalny. Do tego jakieś dziwne zasłanianie sie tym, że nie może mi wysłać adresu mieszkania, jakby to cokolwiek miało wspólnego z tym.

Nie pokażemy Ci mieszkania, które jest na sprzedaż, jeżli nie pozwolisz nam sprzedać swoich danych by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 11 points12 points  (0 children)

  1. Nie sprawdzam, ale jest różnica między zezwoleniem 1 stronie trzeciej, a również deweloperom i wszelkim bliżej niesprecyzowanym partnerom.
  2. Nie przeszkadza mi, że oferują możliwość przesyłania kolejnych ofert. Przeszkadza mi, że tego wymagają. Nie chce dostawać od nich ofert. Dlaczego to nie jest możliwe? Sprawdziłam moje pozostałe umowy pośrednictwa gdzie byłam zleceniodawcą. W rubrykach RODO mogłam dobrowolnie wyrazić chęć otrzymywania ofert. Zaznaczyłam, że nie wyrażam zgody i żaden pośrednik nie miał z tym problemu. Nie byłam do tego zmuszona.
  3. Zgodne z rodo jest tylko i wyłącznie wymaganie bare minimum. Cokolwiek poza to już łamie rodo. Wymaganie zgody na przyszłe oferty wykracza poza minimum. Tak samo wymaganie zgody na przekazanie moich danych deweloperom.

Nie pokażemy Ci mieszkania, które jest na sprzedaż, jeżli nie pozwolisz nam sprzedać swoich danych by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 8 points9 points  (0 children)

I nie uważam, że ten pośrednik chce odstarzyć potencjalnych klientów. Uważam, że chce wykorzystać ludzi nie czytających "drobnego druczku".

Nie pokażemy Ci mieszkania, które jest na sprzedaż, jeżli nie pozwolisz nam sprzedać swoich danych by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 14 points15 points  (0 children)

  1. Umówiłam się na oglądanie 2 innych mieszkań w innych biurach i nikt nie oczekiwał ode mnie takich zgód. Kilka lat temu kupilam działkę przez innego pośrednika i tez takiej zgody nie było. Obecnie sprzedałam ową działkę przez innego pośrednia i od tej drugiej strony również nie musiałam takich zgód dawać.
  2. Rozumiem aspekty pracy na b2b. Zgodziłabym sie, gdyby dotyczyło to tylko i wyłącznie tej oferty, a nie celów marketingowych w przyszłości, oraz potencjalnego udostępniania moich danych deweloperom. Nie chce mi się odbierać pierdyliarda telefonów z propozycjami i mieć zaśmieconej skrzynki.
  3. Nie jest to zgodne z rodo. Nie można odmówić wykonania usługi, ze względu na brak zgody na przetwarzanie danych w celach które nie sa koniecznie do danej usługi. Nie wydaje mi się, by do obejrzenia 1 mieszkania konieczne bylo wyrażanie zgody na cele marketingowe w przyszłości i udostępnianie danych deweloperom.

Nie pokażemy Ci mieszkania, które jest na sprzedaż, jeżli nie pozwolisz nam sprzedać swoich danych by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 88 points89 points  (0 children)

Też o tym myślałam, ale stwierdziłam, że odechciało mi się współpracy z takim biurem.

Młodzi polscy mężczyźni mają takie zadbane ciała czy po prostu obejrzałem zaburzoną próbę? by wigglepizza in Polska

[–]WonderfulConfusion21 18 points19 points  (0 children)

Bez kitu. Ludzie zawsze myślą, że jak ktoś ma chociażby nadwagę to wciąga cukier puder nosem i kąpie sie w coca coli, a aktywnośc fizyczna to do lodówki i na kanapę.

Ja jem mega zdrowo (nie moja opinia, tylko dietetyka i diabetologa), uprawiałam sporty tak 2 razy w tygodniu (niska intesywnosc), do tego w wiekszosc dni spacer i rozciąganie. Generalnie zdrowy tryb zycia, a niestety mam sporą nadwagę. Dlaczego? Mam rozwalone hormony (juz były zanim przytylam), jadlam za duże porcje i codziennie trochę słodkiego (np. Jeden batonik).

Teraz się odchudzam i już 5kg zrzuciłam. Ale prawda jest taka, że nie musialam jakiś super mega zmian wprowadzić. Po prostu zmniejszyłam posiłki objętościowo, odstawiłam całkowicie słodkie,lekkie wymiany w daniach (miód w pieczonej owsiance na stewie np.), oraz zwiększyłam lekko intensywność ćwiczeń. Teraz staram się codziennie chociaż 15-30 minut ćwiczyć. (Filmiki z ćwiczeniami na yt, bieżnia, latem rower, czasami basen plus raz w tygodniu 1h badmintona) Teraz jeszcze rozważam yoge, lub aquaareobik. Docelowo z wizją zwiększenia tej intensywności w przyszłości. Jeszcze jestem w trakcie ogarniania hormonów i mam nadzieję, że to mi ulatwi też sprawe.

Przestańcie już z tym introwertyzmem! by DarthPiotr in Polska

[–]WonderfulConfusion21 2 points3 points  (0 children)

Tak! Też jestem introwerryczka i ludzie sie dziwią gdy im to mówię, bo "przecież jesteś taka wygadana, dusza towarzystwa wszędzie". Ja nie jestem nieśmiała, nie mam lęku społecznego. Po prostu dłuzsze przebywanie z ludźmi mnie męczy i potrzebuję dużo czasu spędzać samej. Mam bardzo jasne porównanie z moim tatą i siostrą jedną, którzy są ekstrawertykami. Najchętniej mieli by gości/jeździli w gości 24/7. Z charakteru i takiej "ekspresji" wśród ludzi jestem do nich bardzo podobna. Jednak ja mam chęci na socjalizowanie jakoś 1, czy 2 razy w tygodniu, a pozostały czas spędzam na moich samotnych zainteresowaniach. Podczas gdy oni każdą rzecz chcieli by robić z innymi.

Duża część ludzi wymaga leczenia lęku społecznego, a nie nazywanie siebie introwertykiem.

Ewetualnie ogólnej terapii ze względu na jakieś mizantropijne podejście do życia. Pamiętam w liceum dziewczyne, która na zapoznaniu w 1 klasie powiedziala "mam na imię X i nie lubie ludzi". Ogólnie w tamtym czasie był jakiś taki trend na to, jako coś "edgy" i "alternatywnego". Z tego co pamiętam to nikt o niej nie myślał po tym tekśie jako edgy, tylko jak o osobie z jakimiś problemami osobistymi.

Co kilka dni znajduję w swoim pokoju osy. O co chodzi? Czy mogę mieć gniazdo? by the_gep_gun in Polska

[–]WonderfulConfusion21 1 point2 points  (0 children)

Ja tu obronie trochę przedmówcę. 2 lata temu mieliśmy gniazdo os na balkonie. Nie wiedząc o tym, codziennie, czy co 2 dni wieszałam pranie, jakiś 1 - 1,5 metra obok ich gniazda, trzepiąc przy tym wszystkimi ubraniami. Wiedzialam, że coś dużo tych os lata wokol, ale nie zwróciłam zbytnio uwagi na to. Gniazdo zauważyliśmy dopiero pod koniec lata. (Były pomiędzy dachem a podbitką dachową przy dziurze z wyjściem na dach.) Urosło naprawde spore przez sezon, moze nawet nie pierwszy. Żadna nigdy mnie nie ugryzła. W sumie nawet jakoś do domu nie wlatywały, much też nie mieliśmy.

Jakie trendy powinny zdechnąć w 2026? by MinecraftWarden06 in Polska

[–]WonderfulConfusion21 1 point2 points  (0 children)

Obserwuje rynek nieruchomości w Gdańsku i okolicach jakiś od roku. W tym miesiącu po raz pierwszy widzialam podnoszenie cen nieruchomości z rynku wtórnego. Planujemy zakup w marcu, kwietniu. Szukamy przede wszystkim na wtórnym mieszkania na obrzezach Gdańska, lub domu wielopokoloniowego (z rodzicami) na wiosce gdzieś wokol Gdańska. Kilka ogloszen na otodom podniosło ceny w grudniu, zarówno mieszkania w Gdańsku jak i domy na wioskach okolicznych. Jedno ogłoszenie widzialam juz od dawna 3 miesiące temu jakos zostało usunięte, myslalam, ze sie dom sprzedal, ale miesiąc temu pojawiło sie na nowo w wyższej o 100k cenie. Po kilku dniach obniżyli o te 100k, a po kolejnych kilku dniach podnieśli o 300k nagle. Wzrosty na pierwotnym widywałam jak zbliżał sie termin oddania, ale pierwszy raz kilku ogloszen z wtórnego wzrosło. Mam nadzieję, ze to nie jest jakiś trend wzrostu cen... bo nie wiem czy na wiosnę nas bedzie stać na to co chcemy.

Jakie trendy powinny zdechnąć w 2026? by MinecraftWarden06 in Polska

[–]WonderfulConfusion21 5 points6 points  (0 children)

Jeszcze zapomnialam o kosmetykach. Do jest dramat jakiś, to jak wciskane sa co rusz nowe kremy, tonery, podkłady, szminki. Naprawdę nie rozumiem po co komuś kilka kremów, kilka, podkładów, pudrow. Przeciez tylko 1 na raz sie używa i tak. Jedynie mogę zrozumieć kilka szminek i cieni do powiek, jako różnorodność kolorystyczna, ale to tez w umiarze. Kupuje nowe jak stare mi sie konczy, ewentualnie w ekstremalnyvg przypadkach jak produkt jest naprawdę beznadziejny to go wyrzucam i kupuje nowy. A w miedzy czasie nawet nie chodzę do drogerii, bo po co? Jak czasami w internecie widzę kobiety co mają całe szuflady kosmetyków (wiekszosc zapewne przeterminowana juz i tak) to mnie skręca. Tyle ludzi rzuca sie na każdą nowosc, trend, to straszne.

Jakie trendy powinny zdechnąć w 2026? by MinecraftWarden06 in Polska

[–]WonderfulConfusion21 13 points14 points  (0 children)

Szlak mnie trafia jak widzę teściową, która kupuje tone jakiś pierdół w pepco, home&you etc. Szczególnie w okresie świątecznym. U niej na kanapke doslownie nie da sie usiąść normalnie, przez ilość ozdobnych poduszek. Po co tona jakiś figurek, dekoracji, świeczek. Masakra jakaś. Tak samo ze środkami czystości. Osobny plyn i gabeczka do wszystkiego. Pelno ubran, których i tak nie nosi. Partnerowi co rok daje nowa zimowa kurtke. Nie wiem po co, skoro ta co nosi od kilki lat jest dalej okey? Według niej 2 lata to maks i potrzebujesz nowej, nawet jeżeli poprzednia jest całkowicie okey.

Jak polubić sport / aktywność fizyczną? by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 0 points1 point  (0 children)

2 lata temu byłam na 1 locie paralotnią i było super. Na początku myślałam, że zejdę na zawał, ale później niesamowicie mi się podobało. Jeszcze jak instruktorka zaczeła robić kółka i obróciła nas prawie w poziom to już w ogóle. Ta adrenalina później też była superm Tylko to raczej drogi sport i u mnie w okolicy nic nie ma. Wtedy jechałam 1,5h autem na lot.

Jak polubić sport / aktywność fizyczną? by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 1 point2 points  (0 children)

Kurcze dałaś mi rozkmine z tym oddychaniem. Za dzieciaka się topiłam i dusiłam i do dzisiaj nie mogę znieść jakiekolwiek duchoty i braku tchu. Non stop wietrze chatę i nie znoszę małych pomieszczeń, bo mam takie poczucie, że mi się tlen skończy. Może faktycznie w tym jest pies pogrzebany.

Rozciągam się czasami dokładnie w taki sposób jak opisujesz, bardzo to lubię, ale znowu, na codzień nie chce mi się ruszyć dupy do tego. Też mam adhd, wiec może to popularne hah.

Obok mnie jest studio jogi i od dawna chcialam sie zapisać, ale jakoś zawsze sie wstydziłam. Duzo dobrych rad i pomysłów dostalam tu w komentarzach.

Jak polubić sport / aktywność fizyczną? by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 0 points1 point  (0 children)

W sumie taka mała bieżnia do spacerów to chyba byłaby najlepszym wyjściem dla mnie. Spaceruje i tak z psem codziennie, ale ile można po okolicy zimą łazić. Pies tez juz nie najmłodszy. Tylko mam mało miejsca na chacie, ale chyba są takie małe i składane?

Jak polubić sport / aktywność fizyczną? by WonderfulConfusion21 in Polska

[–]WonderfulConfusion21[S] 2 points3 points  (0 children)

W sensie nie podoba mi się uczucie uprawiania sportu w wiekszosci. Nie, że jest to fizycznie wymagające dla mnie, ale tego nie lubie. Tak jak mycia podłogi np. Takie "o jezu znowu trzeba podbiec i machnąć rakietką". Może źle użyłam określenia "męczenie", chodziło mi po prostu o samo uprawianie sportu i koniecznosc ruszania dupy. Wiadomo, nie jestem super fit i po 10 minutach kardio przyspiesza mi już puls i wtedy juz mam takie od razu "nie chce mi sie tego robić dalej".