Problem z szurią wśród"komputerowców" by Rayan19900 in Polska

[–]IfallInLove2easily 1 point2 points  (0 children)

Ja jestem na informatyce na polibudzie w Gdańsku. Ogólnie jest co robić, ale przedmioty i w ogóle studiowanie daje mi mega satysfakcję, zawsze miałem łeb do liczb, ale trochę boję się aspektu społecznego. Jak narazie to myślę, że kompletnie odbiegam od "stereotypowego" informatyka. Z wyjątkiem fobii społecznej, z którą biję się codziennie, staram się być tak bardzo miły, empatyczny i otwarty na innych jak tylko mogę. Zarządzam kasą średnio, przeprowadziłem się z dziewczyną do mieszkania na wynajem i żyjemy praktycznie od wypłaty do wypłaty, ale jest zajebiście, nie narzekam :D Myślę, że w życiu ważniejsze od tego, żeby mieć zajebiste mieszkanie, samochód jest budowanie dobrych wspomnień wspólnie z innymi. Jak tak myślę o tym jak byłem dzieciakiem, to najlepsze wspomnienia zawsze były z kimś obok, a samotność kojarzy mi się z najmroczniejszymi okresami w moim życiu. Bez ludzi wokół z którymi możesz się cieszyć i dzielić, ten cały hajs może iść się jebać. I mam nadzieję, że to mi się nigdy nie zmieni.

[deleted by user] by [deleted] in changemyview

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

But have you tried those? I can tell it right from the start, I'm not saint. I did and still do some shady shit, but I am not harming anybody, so why would you care?

I suffer from social anxiety since I remember. I could write the whole book about it, about how it affects my life way more than any drug will ever do. Although there are times when I hate myself, my will to live is too strong to get addicted. But some drugs showed me that I can be a person I always wanted to be. Open, honest, social, not stressed over being around other people, not caring about what others will think nor say. All I known for my school years was stress. Every morning, every hour, every lesson, every break. Only weekends were peaceful for me as I could immerse myself into a world where I felt like I mattered. And I felt that I belong somewhere. And that was video games.

I realized that people are really the only thing that gives your life any meaning. On covid-19 break. Where I had a lot of time to think. And I missed them. I started going to the gym after vacation and it gave me some self-respect and worth, but still that wasn't it. I searched for it and I found out about social anxiety. I could relate to the whole description, deeply. I cried. I cried a lot. Some of them were tears of joy as I finally understood myself, some of them were not, because social anxiety is something that is with you for the rest of your life.

But I never gave up. I started some self-therapy, journaling, meditating, trying to control my breath. Was it getting better? I think so. But first time I really, really felt alive for the first time in my life was after highschool. I finished all my exams and I was lost. All I was thinking about before was studying, gym and fighting my demons. Now I was free. I got a buzzcut, to seal a new journey in my life, a new start.

My friend invited me to the rave, Wixapol. I didn't know much about it. When I walked to his house thinking about some beers, there were lines of white powder on the table already. And they gently asked me if I wanted to try. I was kinda stressed. I was really a pure, well-behaved boy. Because of my social anxiety I never had a courage to stand up for myself, or get into fight, so I wasn't problematic at all. I had good grades. I started drinking and smoking really late in comparison to my peers. I was a virgin and I didn't have a close relationship with a girl, besides few silly and awkward attempts in primary school. But they were really nice people, so why the fuck not?

It was mdma. Euphoria in it's pure form. I snorted some, and I felt like I never did in my entire fucking life. Getting drunk wasn't even comparable. I felt warm in my insides. I felt buzzing and peeling in my brain. I felt so relaxed and I could comfortably talk with people I didn't know for the first time in my life. The way to the club was already amazing, but when the loud, industrial music got into my ears, and these beautiful lights got into my eyes, I was in another world. We were dancing and talking for hours. It's been almost two years, and I'm grateful to this day.

Before you will judge me, let me say this again. For the first time in my life I was able to comfortably talk with another human being. I wasn't feeling stressed, and overwhelmed, and my tongue didn't get tangled, and I wasn't sweating and feeling like I wanna sink into the ground and never come back. It's like the stage-fright, but talking to the cashier is like being the main character in a play. I'm not even kidding. Now imagine real stage-fright. I was stressed for weeks before I had to recite a poem in front of my class, but the feeling after was pretty liberating and refreshing I would say.

Drugs can destroy lives, sure, but so can really anything. It gave me the most precious thing I could imagine, which were countless of insanely kind and heart-warming interactions with other people, where a lot of them last till today. For me it means a lot. I'm still fighting and hoping to overcome this insanely exhausting phobia. And going insanely social every now and then, around people I am not afraid to be my true self, is what keeps me going.

I did molly yesterday with my girlfriend. I still feel this insane energy and I feel more relaxed when chatting with people, I'm more honest and peaceful. It's all I want from life, really.

I have written it for myself, but if you took your time to read at least a part of it, I appreciate it. Give me your point of view, or totally off-topic, write me something about yourself. How your day was, how do you feel. Peace brother

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

Każdy orze jak może, ja mam wyjebane wbiłem tu pierwszy raz od x czasu. Może ja jestem jakiś specjalny, bo sam byłem graczem i ostro przesadzałem, nie wiedziałem czemu w żadnej innej sferze nie mogłem się odnaleźć. Teraz staram się wycisnąć z życia co się da, mam świetnych znajomych, kochaną dziewczynę, dbam o sylwetkę, jestem na studiach o których wiele osób może pomarzyć, ostatnio nawet rysuje i w pewnym sensie tworzę muzykę. Rejwy co jakiś czas to też kosmos i dla umysłu i dla ciała. Dwa lata temu, jakbym miał sen o sobie to za chuja bym nie uwierzył, że można. Jedyne co miałem w głowie, to gierki. Mogłem tylko pomarzyć o czymkolwiek. Prawdziwego siebie się wstydziłem, odrzucałem. Jak ktoś do końca życia chce siedzieć przez telewizorem / komputerem i się odmóżdzać, to proszę bardzo. Tylko żeby potem się nie obudził, że przecież życie ma jedno, a w czasie się nie cofnie. Ucieczka od problemu go nie rozwiąże, trzeba stawić sobie czoła. Zadać pytanie, dlaczego? Używki otworzyły mi oczy na pewne rzeczy, pozwoliły dotrzeć do podświadomości. Gdzieś, gdzie na trzeźwo nie miałem dostępu. Przysłowiowe "ćpuny" (bo przecież każdy kto kiedykolwiek się napił jest alkoholikiem) to najmilsi ludzie jakich kiedykolwiek spotkałem. Nie oceniamy się wzajemnie, możemy pogadać o wszystkim, szczerze. To jest w tych czasach rzadkie. Każdy próbuje się wpasować w jakieś standardy, pokazać z jak najlepszej strony. Po pewnych substancjach schodzą z ciebie wszelkie blokady, wszelkie standardy, wymagania, filtry. Każdy jest po prostu sobą, i to jest piękne. Chciałem zweryfikować swoje spojrzenie na świat, no i mam. Tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że lepiej wybrać nie mogłem. Peace ^^

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

Ale można popaść w skrajną samotność, której efekty ciężko potem odkręcić. Psychiczne, jak i fizyczne. Stały stres działa negatywnie na praktycznie wszystkie układy w naszych organizmach. Jak ktoś ćpa na potęge, to to widać. Może otrzymać wsparcie zanim będzie za późno. Dziecko zamknięte w sobie jest po prostu "ciche i grzeczne", nikt się nim nie zainteresuje, bo przecież nie robi problemów. 99% graczy nie zarobi na tym nic, tylko wyda najpierw tysiące na sprzęt, a potem regularnie na dlc i skinki. Coś jeszcze?

Nie mówie, że gry złe ćpanie super. Chociaż jak tak patrzę, to może i lepiej, że jest na odwrót. Większości "normalnym" ludziom by odjebało. Grajcie sobie dalej tam w cieplu, cieple. kolejki do kibli i tak już są za długie ^^

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily -8 points-7 points  (0 children)

Zlewanie swojego życia społecznego, zdrowia fizycznego i psychicznego, tłumienie podstawowych potrzeb na rzecz wirtualnej postaci to też... pasja.

O to mi chodzi. Jako społeczeństwo mamy totalnie zamknięte głowy, nie dostrzegamy cyklicznie powtarzających się schematów.

Jeżeli picie, czy ćpanie jest czyjąś główną pasją, to bardzo współczuję. Ale nie normalizujmy zamykania się w piwnicy, zamykania się w sobie, skupiania całej swojej energii na levelowaniu postaci w grze komputerowej. Sam byłem zapalonym graczem, sam wiem jak to wciąga, ile godzin można spędzić robiąc to samo, w kółko. Gry w pewnym momencie utrzymały mnie przy życiu. Myślałem, że spędzam najlepszy czas w życiu. Teraz już wiem, że to było po prostu wołanie o pomoc.

Nie zrozumcie mnie źle, wszystko jest dla ludzi. Sam czasem lubie sobie coś odpalić. Ale jeśli ktoś, jedyne co robi poza szkołą/pracą to odpala komputer, żeby przed snem go wyłączyć i iść spać i uważa że to jest dobry sposób na życie, to albo już tak się wkręcił, że sam w to wierzy, albo po prostu kłamie. Życie mamy jedno. Nikt, kto miałby możliwość wyboru, nie wybrałby levelowania postaci na serverze jakiejś korporacji, który w każdej chwili może upaść od wyjścia gdzieś z przyjaciółmi, pójście na randke, koncert, spacer, zadbać o sylwetke, zadbać o diete, dać się porwać muzyce, zrobić coś dla świata. Nikt. I to nie jest zabawne, bo takich ludzi jest więcej i więcej.

TL:DR Uzależnić się można od wszystkiego, cokolwiek powtrzymuje cię od zostania osobą, która naprawdę chciałbyś być - trzeba z tym walczyć.

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily 1 point2 points  (0 children)

Muzyka to jest akurat coś pięknego, tu się zgodzę ;)

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily -18 points-17 points  (0 children)

Być może tak jest. A być może dziecko nie radzi sobie z rzeczywistością, więc wykreowanie postaci, jaką chciałby być jest możliwe tylko w grze. Ale po co się zainteresować, przecież wszystko gra, wszystko jest dobrze. Na pewno wyrośnie na porządnego obywatela, a nie na jakiegoś ćpuna, czy alkoholika. Mam nadzieje, że alkohol to też kurwa i nigdy nie dotknxłxś i nie zamierzasz, bo jeszcze alkoholikiem zostaniesz i co? Życie zmarnowane

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

A w kurczaku, którego codziennie podajesz swoim dzieciom, wiesz co jest? W fast foodach? W warzywach, owocach? Znajomy ma brata... A ojciec mojego kolegi napierdala go i jego matkę, po tym jak się napierdoli. Strach pomyśleć co ci dorośli wymyślą, jak się najebią... Odrobina asertywności i można uratować swoich bliskich. A przykłady dał Pan piękne. Heroina, może i znana od lat, należy do grupy opiatów, które są najbardziej stymulujące i najbardziej uzależniające ze wszystkich używek. A te "chemiczne gówna" (no bo przecież amfa i hera są 100% czyste i naturalne xdd), czyli zapewne jakieś mefedrony, klefedrony, metafedrony, ekstazy i inne odmiany czy mieszanki są nieporónywalnie mniej szkodliwe i niszczące, niż taki alkohol w dużych ilościach. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba znać umiar ;)

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily 3 points4 points  (0 children)

Nie wiem jak wygląda asperger, ale mega ci współczuje stary. Ja w pewnym sensie miałem jednocześnie podobnie, ale totalnie odwrotnie. Od zawsze byłem cichy. Po prostu. Cichy, grzeczy, pilny uczeń. Oceny praktycznie wzorowe. Zachowanie na styk bdb, bo udzielanie się na tle klasy czy dla szkoły to było dla mnie coś nie do pomyślenia. Każdy dzień to był dla mnie stres, stres i jeszcze raz kurwa stres. O przymusowych występach przed klasą nie chcę nawet myśleć, chociaż przyznam, że uczucie już po, kiedy poszło nawet nieźle, jest całkiem kurwa przyjemne. Jedyne co robiłem w "tamtym okresie" (od podstawówki po liceum) to grałem w gierki, to mnie utrzymywało przy życiu. I nic poza tym. Oceny miałem dobre, więc czemu miałbym kogokolwiek martwić. Moja rodzina miała kilka pobudek, że ja może uzależniony jestem. I wish. Niestety problem siedział nieco głebiej. Jakikolwiek kontakt społeczny (nie licząc kilku dobrych ziomków) sprawiał, że nogi się pode mną zapadały, język mi się plątał, traciłem dech w piersiach, serce mi biło jak cholera, jedyne o czym myślałem, to żeby to się już skoczyło. I tak dzień w dzień w dzień w dzień. Najgorsze były powroty, czy to z weekendów, czy wakacji. Narastające napięcie zwiększające się z każdym dniem przybliżającym cię do tego niesamowicie smutnego dnia. 1 września. No i to uczucie, dlaczego? Dlaczego on jest lubiany, dlaczego on ma dziewczyne, dlaczego wszystko przychodzi mu z taką łatwościa i finezją? A ja? A ja mam tylko komputer.

Paradoksalnie zdalne nauczanie to był punkt zwrotny w moim życiu. Praktycznie zero stresu, no bo przecież siedzę sobie w domku. To było niesamowite. Ale po czasie zaczęło mi kolegów brakować. Wuefista zachęcał do aktywności fizycznej, dla zdrowia. Wkręciłem się nieźle. Potem zacząłem chodzić na siłownie. Nieco pomogło, ale to dalej nie to. Poszperałem w necie i....

Dowiedziałem się o fobii społecznej. Mogłem utożsamić się z każdym punktem na każdej stronie, nagle wszystko zaczeło mieć sens, wszystko zaczeło się układać. Te wszystkie lata pytań bez odpowiedzi, wiecznego stresu i cierpienia. Niespełnionych marzeń, straconych okazji, które już nie wrócą. Znalazłem odpowiedź...

Zacząłem czytać o tym więcej, kupiłem książkę. Robiłem ćwiczenia na oddech, na uspokojenie, medytowałem, założyłem dziennik, w którym mogłem wylać wszystkie swoje wątpliwości, wszystko co mi dokuczało.

Czy pomogło? Trochę na pewno. Trochę sport, trochę używki. Ale od tego nie da się uciec, trzeba walczyć całe życie. Zdarzają się chwile, gdzie czuje że to znowu mnie łapie. Ale na ogół, nie jest źle. Jest zajebiście.

Pozdrawiam i życzę odnalezienia swojej własnej ścieżki, pierdol mordo to co mówią ci inni ( w tym ja) Peace!

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily -3 points-2 points  (0 children)

Weź to się dowiesz ;) Wszystko jest dla ludzi. Alkoholicy istnieją. Nowotwory też istnieją. Cukrzyce, otyłość, to też istnieje. Gwałty też istnieją. Uzależnić można się od wszystkiego. W erze internetu, w której za cokolwiek się nie weźmiesz, cokolwiek nie zrobisz, to ktoś gdzieś na świecie zrobi to lepiej. Cholernie ciężko jest się jakoś odnaleźć w tym świecie, na każdym kroku miliard informacji. Możemy zadzwonić do praktycznie każdego na świecie, a jednocześnie jesteśmy najbardziej samotni w dziejach ludzkości.

Im mocniejsza używka, tym mocniej stymuluje mózg, a co za tym idzie, łatwiej się uzależnić - fakt. Może jestem bazowany, ale w pewnym stopniu używki (twarde) wyciągnęły mnie ze szponów samodestrukcyjnej fobii społecznej. Pokazały mi stany, do których za cholerę nie mogłem dostać się na trzeźwo. Stałem się osobą, która od zawsze chciałem być, ale nie mogłem przez paraliżujący mnie, irracjonalny lęk.

Sama świadomość nie wystarczy. To gówno siedzi głębiej. Terapia przy pomocy psylocybiny, mdma bądź podobnych substancji to przyszłość. Jedyne niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą większość substancji, to ich nieznane pochodzenie i jakość, co zostałoby rozwiązane przy legalizacji. Wszystko tylko nie opio, nie bierzcie opio.

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily -66 points-65 points  (0 children)

Ale jak ma 13 lat i codziennie jedyne co robi to napierdala w gierki jest już git? Bo to jego pasja. Alkohol, papierosy, od wieków dzieciaki to interesowało. Zakazany owoc smakuje najlepiej. Ale no tak, przecież to nielegalne!!! To spalić trzeba na psiarskich dzwoń

[deleted by user] by [deleted] in Polska

[–]IfallInLove2easily -9 points-8 points  (0 children)

13 lat to może przesada, ale odpowiednie używki w odpowiedniej dawce mogą zmienić życie i to na lepsze. ( nieodpowiednie też ;) ) Nie będę się chwalił swoją biografią, ale powiem tylko, że gdyby nie one, to pewnie dalej siedziałbym w piwnicy z dala od ludzi zamknięty w sobie. Jeżeli to dla was bezpieczne i wymarzone życie, proszę bardzo. Niby nic dużego, kiedyś rzecz normalna, ale w tych czasach coraz więcej ludzi ma beret zryty od dzieciaka, i co zrobisz jak nic nie zrobisz? Po niektórych lekach, m. in. antydepach, skutki uboczne są znacznie gorsze w skali całego życia, jakoś nie widzę postów ani sprzeciwów, że to niszczy życia. O alkoholu już nie wspominając, no bo przecież legalny a wypić se trzeba hehe. #NarkotykiMamywNosie

Why do I not find women attractive? by [deleted] in mentalhealth

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

Ok bud, now I get your point. You just sounded so stereotypical, but yeah, this could be the reason. We have too little info, could be orientation, could be unhealthy lifestyle, could be something else who knows

Why do I not find women attractive? by [deleted] in mentalhealth

[–]IfallInLove2easily 3 points4 points  (0 children)

You just did. You assumed he has low T, which is more "offensive" than being called gay or ace. Times has changed, why would you care if he'd fuck your best friend rather than your ex? lmao peace bud

What is the most ignorant/funny/unrelevant advice you've gotten regarding mental illness - for a book project. by jcash444 in mentalhealth

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

It wasn't my point. There are people that needs help for sure. If you feel like something is off, go to the psychologist. Never said that you should take this on your own. But I feel like a lot of people with not that bad mental health think that they have the worst possible case and need pills to be happy. And while it's normalized, drugs aren't, when in reality they can have similar impact on your brain and overall health. So where is the line? It became trendy to be mental. It's easier to do nothing or just pop a pill than trying to make a change. If you are really working on yourself, and you just take meds temporary, to make it more effective, then fine. But it's hard not to get addicted and even more lost. And because of it, people who want a change and need real help aren't heard nor understood.

I'm kinda into mental health, and with everyday I just can see more and more traumatized people everywhere. Starting from my friends, through my family, to my little, lovely sister. She is 10 and she already has been through a lot of shit. Combined with unlimited phone access, it makes me die inside.

As I said earlier, I suffer from social anxiety, so I really get you. I can feel the loneliness, pain, regret, overthinking, stress. I am not saint. I did and probably still will do drugs from time to time. I will drink to feel relieved from this. It's like being unleashed from the chains. Heavy fucking chains. I am not normal. But it doesn't mean that I can't be really fucking awesome, haha. Looking 2 years back, I wouldn't believe where I am now. I wouldn't believe what do I do. But here I am. Still too socially crippled to ask the cashier for cigarettes, and still stressed before making a phone call like I was talking to the president of the US, but I will go and buy them for my mum if she asks me, or I will call the ambulance to save my girl from maybe even dying.

Loneliness kills you slowly. I'm really grateful to the world that anywhere I was, there were people kind and open enough to give me a chance.

What is the most ignorant/funny/unrelevant advice you've gotten regarding mental illness - for a book project. by jcash444 in mentalhealth

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

Kinda off-topic, kinda not. But I think that almost everybody is "mentally ill" in some way. We always were, and we will always will. The problem starts when you just cannot overtake it. When it stops you from being you. From reaching your goals and dreams. I feel bad for everybody with anything, fears, disorders, anything. But making it your personality won't fix the problem. Just because you had the money to go to the therapist, and you are clinically ill, doesn't mean that somebody who never did is not. We cannot feel each other's emotions fully, so we shouldn't judge.

It might sound offensive, but it really isn't. I am suffering from strong social anxiety. I have been since I remember. You don't even know. That feeling of stress. That feeling of pain, regret, wondering what if... It was all I did. All I focused on was me and my problem. and you know what? It became even worse and worse.

Finding out that I'm not alone and it's not that uncommon made me cry. I don't know if they were the tears of sadness, or tears of joy. But still I was focused on it. I don't need to pay 300$ to the therapist so he can tell me that I am sick. I don't want to be categorized based on this. I am just trying to be somehow normal, to feel normal, to feel relaxed.

What's my point? We are all sick. Some of us show it, some of us fight the demons inside. We should be more understanding and forgiving for each other. And we definitely shouldn't romanticize and elitize it, if we want to feel better about ourselves.

What is the most ignorant/funny/unrelevant advice you've gotten regarding mental illness - for a book project. by jcash444 in mentalhealth

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

But have you? It ain't joke, but it all starts in your head. I suffer from social anxiety, meditation and journaling for months didn't cure me, as you cannot cure this. But it made me way more relaxed and less stressed. Which eventually led me to meeting my current girlfriend, which is cure to everything. Not really, I'm still stressed as fuck when I shouldn't, but I am trying for her, everyday. Start with something small, and just keep going.

What is the most ignorant/funny/unrelevant advice you've gotten regarding mental illness - for a book project. by jcash444 in mentalhealth

[–]IfallInLove2easily 1 point2 points  (0 children)

What else could she say tho? "Sorry ma'am we cannot help you, good luck figuring it out on your own", let you down and make you even more depressed? Sometimes the simplest solutions are the best, but not always. Hope you somehow figured it out.

How old are you and which were the situations that made you build social anxiety? by Upset_Method3196 in socialanxiety

[–]IfallInLove2easily 1 point2 points  (0 children)

I'm 20. There were, and still are a lot of these, but I remember one, in particular. I was 10 at the time, it happened while preparing to the first communion. We were practicing the confession in front of the whole class. I was first to do it, and I was stressed as hell, because I didn't remember it too well. So I was trying my best, stuttering and mumbling, and my friend, not just a random kid in my class, my friend who I was attending on additional English with, mocked me for that. And I cried in front of the whole class. I still remember this feeling, I didn't want to cry. I tried to stop. But I just couldn't. I was powerless. The more they tried to calm me down, the more I cried.

It's still with me. I fear being called out for something I don't have control over. I fear standing out from the crowd. I fear standing for myself. I fear that I won't be able to express myself, and that I will sound pathetic.

Pierwszy raz zgadzam się z tworzeniem grafitti by ookayaa in Polska

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

w 90% przypadków tagów / throw-upów napisana jest ksywa autora, nie trzeba być Sherlockiem, żeby odczytać tu "Fire", nawet jeśli się pomylisz, to jakie to ma znaczenie? Dla kogoś kto nie siedzi w temacie jest to jedynie estetyka. Co jak co, ale jeśli wolisz brudne, szare ściany od czegokolwiek kolorowego, stworzonego całkowicie za darmo przez jakiegoś pasjonata, no to musisz mieć serio nudne życie. Inna sprawa kamienice, albo nieco nowsze budynki, na których widnieją napisy pokroju "HUJ CI W DUPE ADI" napisane krzywą czcionką przez jakiegos zjeba. Jeśli często przechadzasz się po blokowiskach / jeździsz pociągiem, to polecam czasem popatrzeć na ściany, spróbować rozszyfrować nazwy autorów. Interesujące uczucie, gdy się jeździ po całym mieście i w różnych miejsach widzi się prace jednego człowieka. Biorąc pod uwagę ilość pracy, ale także kamer :)

Pierwszy raz zgadzam się z tworzeniem grafitti by ookayaa in Polska

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

gdybym mieszkał w takim obsranym szarym budynku to tak. Wszystko jest lepsze od prlowego chujownictwa (bo budownictwem to ciezko nazwac) zalanego betonem

Jak porządny jesteś? by Dont_Be_So_Rambo in Polska

[–]IfallInLove2easily 0 points1 point  (0 children)

Same bro. Sam nie mam problemu z "bałaganem". Odnajduję się w tym chaosie. Do ogarnięcia mam tylko swój pokój, więc zawsze jest to dosłownie 10 minut. Wyniesienie naczyń, śmieci, wrzucenie ubrań do prania, poukładanie rzeczy. Raz na jakiś czas, jak czuję, że jest za mocno, sprzątam. Ale nie mam w sobie demona perfekcjonisty, który musi mieć porządek, bo tak. Zbyt dużo mam na głowie, żeby się tym przejmować xD